Blogowy Klub Miłośników Jane Austen
Kategorie: Wszystkie | Dyskusje | Recenzje | Ogłoszenia | Różne | Powieść
RSS

Dyskusje

sobota, 20 kwietnia 2013

 

Jane Austen, Lady Susan, Watsonowie

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka, 2009 

 

Niestety to już ostatnia książka Jane Austen przeczytana w ramach podjętego przeze nas rok temu wyzwania. W lutym 2012 zaprosiłyśmy Was z Agnieszką z Krainy Czytania do naszego Blogowego Klubu Miłośników Jane Austen. Od tamtego czasu udało nam się wspólnie przeczytać: „Emmę”, „Rozważną i romantyczną”, „Mansfield Park”, „Opactwo Northanger”, „Dumę i uprzedzenie”, „Perswazje”, „Sanditon” i w końcu: „Lady Susan” i „Watsonów”.

Najpierw przeczytałam „Watsonów”. To raczej niezapadający w pamięć niedokończony fragment utworu. Głowna bohaterka, Emma Watson, wraca do rodzinnego domu po wielu latach spędzonych pod opieką ciotki. Musi na nowo poznać swoich bliskich, ojca i rodzeństwo. Na ponad trzydziestu stronach świetnie zostały zarysowane charaktery kilku postaci (głównie ich wady), jest też bal i zapowiedź romansu. Szkoda tylko, że sama Emma jest raczej w cieniu, jakby obserwowała wszystko i wszystkich z boku i w żaden sposób się nie wyróżnia spośród pozostałych bohaterek prozy Austen: jest dobrze wychowana, inteligentna, dobra. Podobnie jak w przypadku „Sanditon” trudno ocenić ledwo rozpoczęte dzieło.

Za to „Lady Susan” na pewno zostanie mi w pamięci. To bardzo krótka powieść w listach napisana przez Jane Austen w młodości. Myślałam, że będzie najsłabsza w jej dorobku (pomyliłam się) i zostawiłam ją sobie na koniec. Tytułowa bohaterka zaskoczyła mnie kompletnie. Kobieta trzydziestopięcioletnia, wdowa i matka, uwodząca mężczyzn i manipulująca otoczeniem, pozbawiona jakichkolwiek zasad moralnych. Kłamie, oszukuje, rozbija pary i małżeństwa, niszczy szczęście córki. Podobała mi się zarówno fabuła, jak i forma utworu. Dzięki listom poznajemy relacje kilku osób o tych samych zdarzeniach, a także możemy lepiej przyjrzeć się charakterom postaci. Tak o lady Susan pisze jeden z bohaterów, Reginald De Courcy:

 

Kochana Siostro!

Wieść, że przyjmujecie na łono rodziny najbardziej czarującą kokietkę w Anglii zasługuje w moim mniemaniu na najwyższe uznanie. Doceniam jej kunszt, jako że sam posiadam w owej dziedzinie pewne zasługi, wszelako zasłyszane ostatnio szczegóły jej pobytu w Langford każą mi podejrzewać, iż osoba ta nie poprzestaje na niewinnym flircie, który zwykle zadowala większość ludzi, lecz chlubnie stawia sobie za cel unieszczęśliwienie całej rodziny. Swym zachowaniem wobec pana Manwaringa przysporzyła wiele zgryzoty jego żonie, a jej umizgi do młodzieńca zaręczonego z siostrą pana Manwaringa pozbawiły Bogu ducha winne dziewczę narzeczonego. […]

Cóż to musi być za kobieta! Niecierpliwię się, by ją poznać, tym chętniej skorzystam z miłego zaproszenia, dzięki czemu sam wyrobię sobie zdanie na temat jej czarnoksięskich praktyk [...]”



Prawdziwy czarny charakter w twórczości Jane Austen na pewno warto poznać.

Ocena: 5/6

 

sobota, 23 marca 2013

 

Jane Austen i pewna dama, Sanditon

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka, 1999

 

Pierwsze jedenaście rozdziałów napisała Jane Austen, kolejne dwadzieścia dziewięć „pewna dama”. Pomysł kontynuacji dzieła dziewiętnastowiecznej angielskiej pisarki był ryzykowny, ale według mnie efekt jest bardzo udany.

Powieści Jane Austen nigdy dość! Szkoda, że napisała ich tylko kilka. Nikt już dziś nie pisze tak, jak ona. Tym bardziej cieszy fakt, że znalazła się osoba, która potrafiła naśladować jej styl. Różnice są, ale wątpię by ktoś samodzielnie rozpoznał moment (szczególnie czytając tłumaczenie), w którym Marie Dobbs przejęła pałeczkę i „włączyła się w opowieść”.

Przez pierwsze strony najważniejsze postaci i miejsca zostały dobrze przez Austen zarysowane. Jednak ilość osób i powolne tempo akcji utrudniają dociekania, jaki rozwój fabuły autorka zaplanowała w „Sanditon”. Znamy jej zwyczaje, upodobanie do szczęśliwych zakończeń i łączenia młodych kobiet i mężczyzn w pary. Wiemy, czego nigdy by nie napisała. Ale czy na pewno? Pisarze zmieniają się, z czasem zmienia się ich twórczość.

Tematem „Sanditon” jest tytułowa miejscowość, nadmorski kurort, jej mieszkańcy i ich goście. Dwudziestodwuletnia Charlotta Heywood jest rozsądną i spokojną dziewczyną uważnie obserwującą ludzi wokół siebie. Ma zwyczaj nie tylko im się przyglądać, ale również ich oceniać. Do Sanditon została zaproszona przez małżeństwo Parkerów i to dzięki nim poznaje okoliczne towarzystwo: bogatą lady Denham, jej towarzyszkę: biedną Klarę Brereton, jej krewnych: sir Edwarda Denhama i Esther Denham i wielu innych.

Zaletą książki są bogate portrety psychologiczne postaci i interesująca fabuła. Przez pewien czas nie wiadomo, kto będzie wybrankiem Charlotty (i innych pań). Jest też jedna tajemnica, dość prosta do rozwiązania, a przy tym urozmaicająca akcję. Minus dostrzegam jeden – końcowy awanturniczy wątek i niedostateczna motywacja bohatera, który go rozpoczął. Może w filmie wyglądałoby to atrakcyjnie, ale mi nie pasuje do powieści Jane Austen.

Charlottę polubiłam. W uroczy sposób zmaga się ona z własnymi uczuciami i próbuje zachować rozsądek w obliczu miłości (co się jej nie bardzo udaje):

 

Krótko mówiąc: była na prostej drodze do zakochania się – i znalazła się w połowie tej drogi, zanim uświadomiła sobie choćby, że na nią wstąpiła. Przy całym swoim zrównoważeniu i trzeźwości nie spostrzegła otwierającej się przed nią przepaści – najwyższego szaleństwa, jakim jest obdarzenie kogoś uczuciem, przy braku pewności, że zostanie ono odwzajemnione. I jak wiele mniej rozsądnych młodych dam, Charlotta zachowywała się w najnormalniejszy i najnielogiczniejszy zarazem sposób.”



Marie Dobbs stworzyła postać podobną do bohaterek Austen: rozważną, kierującą się sumieniem i moralnością, dobrze wychowaną, dobrą dla innych. I dlatego „Sanditon” czyta się bardzo przyjemnie.

Ocena: 5/6

 

PS Jeżeli ktoś ma ochotę, może spróbować zgadnąć, czy przytoczony przeze mnie fragment napisała Jane Austen czy Marie Dobbs.


Autorka recenzji: Felicja, Co warto czytać?

sobota, 19 stycznia 2013

 

 

Autor: Jane Austen 
Tytuł oryginalny: Persuasion
Język oryginalny: angielski 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Przekład: Anna Przedpełska-Trzeciakowska
Kategoria: Literatura piękna 
Gatunek: klasyka obca 
Forma: powieść 
Rok wydania: 2003
Liczba stron: 246


 

 

 

 

 

Autorką tekstu jest Lena (Książkowe Podróżowanie)

 

Kiedy myślę o powieściach Jane Austen, zawsze narzuca mi się podział na dwie grupy. W jednej są: „Duma i uprzedzenie”, „Emma” i „Rozważna i romantyczna”, „Opactwo Northanger”. Ich bohaterki są młode, a perypetie jakie je spotykają, nie są pozbawione wątków humorystycznych. Kiedy je czytam mam wrażenie, że z ich kart płynie poczucie optymizmu i wiary w szczęśliwe zakończenie.

Całkiem inne są natomiast „Perswazje” i „Mansfield Park”. Tematem głównym obu jest oczywiście historia miłosna, ale przedstawiona z innego punktu widzenia.

W „Perswazjach” Jane Austen bohaterką jest już zbliżająca się do 30. roku życia Anne Elliot, kobieta, której świeżość młodości już przeminęła. Niezbyt ceniona przez ojca i siostry, od początku zdobyła jednak moją sympatię.

Anne jest  typem osoby, twardo stąpającej po ziemi i potrafiącej stawić czoła problemom, które spotykają jej rodzinę.

Elliotów poznajemy w trudnym momencie, kiedy muszą całkowicie zmienić swój tryb życia. Do tej pory wiedli egzystencję wypełnioną przyjemnościami, kolejnymi sezonami w Londynie, a radością pana Elliota było przeglądanie „Almanachu baronetów” i napawanie się własną pozycją społeczną. Kłopoty finansowe, które zmuszają ich do przeprowadzki i wynajęcia własnej siedziby są, w ich przekonaniu, wynikiem nieszczęśliwych zbiegów okoliczności, a nie rozrzutnego życia, które nie miało pokrycia w rzeczywistych dochodach, płynących z majątku.

Posiadłość zostaje w końcu wynajęta, Anne postanawia spędzić jeszcze trochę czasu, przed wyjazdem do Bath, w domu swojej siostry, Mary,

Wtedy też spotyka ponownie mężczyznę, którego kiedyś darzyła szczerym, ale nieśmiałym uczuciem młodej kobiety, rozbitej pomiędzy własnymi pragnieniami, a oczekiwaniami rodziny. Ponieważ jej wybranek – kapitan Wentworth nie był wtedy osobą majętną ani uznaną w środowisku marynarskim, Anne uległa namowom rodziny i przyjaciół i odrzuciła propozycję małżeństwach. Po latach, kiedy dom Elliotów wynajmuje siostra Wentwortha z mężem ich spotkanie wydaje się nieuniknione. Jednak ich pozycja uległa przez ten czas zmianie. Kapitan zdobył majątek i szacunek, zaś Anne, choć nadal może się poszczycić dobrym pochodzeniem, czuje, że jej czas już minął. Cóż, określenie jej mianem starej panny, samo ciśnie się na usta.

A jednak Jane Austen sprawiła, że od początku kibicowałam jej postaci, choć sama Anne nie widziała już dla siebie praktycznie żadnej nadziei na odmianę losu. Swoje położenie przyjmuje z godnością. Jej działania zmierzające, do tego, by znaleźć dla siebie azyl wśród rodziny, która nie podziela jej upodobań i przekonań są pełne cichej rezygnacji z marzeń, dawno uznanych za niemożliwe do spełnienia.

Jej spotkania z kapitanem Wentworthem praktycznie pozbawione są rozmów, ale angielska pisarka potrafiła nasycić je taką dozą napięcia płynącego z wzajemnych spojrzeń i drobnych gestów, że od razu można wyczuć, że nie wszystko jest tutaj stracone. Obie strony są jednak jakby zamknięte w swoich skorupach. Zarówno Anne, jak i Wentworth pamiętają, że łączą je przykre wspomnienia i żadne nie chce powtórnego zranienia, choć Anne jest świadoma tego, że jej uczucia nie uległy zmianie. Ale czy druga strona czuje to samo?

Rozdziały tej powieści wypełniają rozważania, dociekania, nieśmiałe przypuszczenia, poczucie kiełkującej nadziei, które są jednak zaraz weryfikowane przez ciągłe wątpliwości, czy spojrzenie, gest, pojedyncze słowo zostały na pewno dobrze zrozumiane.

Subtelność tych opisów jest przejmująca i nie pozwala nikomu pozostać obojętnym, wobec rozgrywającej się na naszych oczach, cichej walki o własne szczęście.

„Perswazje” to niewiele ponad 200 stron w wydaniu, które czytałam, a jednak powieść nasycona jest tyloma trafnymi spostrzeżeniami na temat społeczeństwa, zasad funkcjonowania w towarzystwie, a pojawiające się postacie drugoplanowe to prawdziwy majstersztyk. Niektóre wręcz karykaturalne rysy uwypuklają wszelkie wady nieodpowiedniego wykształcenia, czy podporządkowania wszechwładnej etykiecie.

Postępowanie Anne wydaje się sposobem autorki, na wyrażenie przekonania, że tylko decyzje podjęte w zgodzie z własnym sumieniem, kierowanie się poczuciem moralności i przyzwoitości gwarantuje prawdziwe szczęście. 

I choć powieść pozbawiona jest dramatycznych wydarzeń, czy gwałtownych zwrotów akcji, to śledzenie fabuły dostarcza prawdziwej przyjemności, polegającej na obcowaniu z pięknem stylu, jakim posługuje się autorka. A historia miłosna po raz kolejny oparta na wadze właściwego urodzenia i majątku, zagłębiająca się w emocje targające głównymi bohaterami, ani przez chwilę nie staje się nużąca. 

 

10:38, krainaczytania , Dyskusje
Link Komentarze (17) »
sobota, 17 listopada 2012

 



 
 
Autor: Jane Austen 
Tytuł oryginalny: Pride and Prejudice
Język oryginalny: angielski 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Kategoria: Literatura piękna 
Gatunek: klasyka obca 
Forma: powieść 
Rok wydania: 1999
Liczba stron: 396



 

 

 

Autorką tekstu wprowadzającego do dyskusji jest Adriana Agnieszka (Manuskryptowe Uszytki)

 

Jest prawdą powszechnie znaną, że samotnemu a bogatemu mężczyźnie brak do szczęścia tylko żony”. Sto dziewięćdziesiąt dziewięć lat temu te słowa ujrzały po raz pierwszy światło dzienne. Kto by pomyślał, że nie będzie to książka tylko o miłości? I kto by pomyślał, że w XIX wieku mogłaby powstać książka tak ironiczna, zabawna i ponadczasowa?  Do dzisiaj cieszy niespożytą popularnością. Miłość Elizabeth i pana Darcy'ego od dziesięcioleci wzrusza kobiety na całym świecie, nawet najtwardsze sztuki w zetknięciu z tą książką odkrywają w sobie romantyczną duszę.

„Duma i uprzedzenie” to zabawna, ironiczna opowieść o inteligentnej, samodzielnie myślącej kobiecie (zdolność kobiet do bardziej skomplikowanych procesów myślowych nie zawsze była bowiem rzeczą oczywistą), to trzeźwy, zdystansowany opis ówczesnych realiów, to zdrowe podejście do miłości, do życia, do ogólnie przyjętych zasad. Ta książka rewelacyjnie ukazuje realia przełomu XVIII/XIX wieku w Anglii, etykietę, arystokrację i sposób postrzegania świata ludzi żyjących w tamtych czasach.

Poza tym, głównym przesłaniem „Dumy i uprzedzenia” jest również pokazanie, jak mylne jest pierwsze wrażenie i że nic innego jak szczera rozmowa nie może otworzyć nam oczu. Swoją drogą dwuznaczność tytułu wg mnie jest świetna. Nie tylko dumni i uprzedzeni bohaterowie, ale całe społeczeństwo, pełne dumy i uprzedzenia. A przecież dzisiaj, mimo wszędzie głoszonej tolerancji, to społeczeństwo nadal jest takie samo.

O „Dumie i uprzedzeniu” napisano tysiące recenzji i wykładano ją na tysiące możliwych sposobów. Dlatego nie będę się bardzo rozpisywać, bo nie napisałabym nic, czego nie napisały godniejsze umysły ode mnie. Mogę tylko napisać, że dla mnie, prostej kobiety, ta książka jest jedyną, do której wracam co roku. Znam ją prawie na pamięć i sama nie wiem, co mnie zmusza do jej czytania. Chyba się uzależniłam.



09:21, krainaczytania , Dyskusje
Link Komentarze (16) »
sobota, 20 października 2012

 

Od dziś rozmawiamy na naszym blogu o ekranizacjach "Opactwa Northanger" Jane Austen. Tekst wprowadzający przygotowała Julka (wspolnabiblioteczka):

 

 Dobrze, przyznaję, to jeden z tych filmów, który oglądałam już ponad dwadzieścia razy. Nie mam nic do zarzucenia tej brytyjskiej adaptacji z 2007 roku.  Bardzo dobrze dobrani aktorzy i to zarówno pod względem wieku jak i urody.  W powieści nie ma nic o tym, że John Thorpe był taki mało urodziwy, powinien za to być bardziej gburowaty. Ale ta mała zmiana w niczym nie zaszkodziła całości. Niektórzy blogerzy uważają, że aktorka grająca Eleonorę była za stara do tej roli. Nie zgadzam się z tym. Eleonora była już dojrzałą, doświadczoną kobietą i na taką wyglądała. Na innych blogach czytałam też, że scenarzysta Andrew Davies odarł Catherine z niewinności, wprowadzając scenę z balią, dając  w ten sposób do zrozumienia, że w dziewczęciu budziła się kobieta. Ja nie mam takich zastrzeżeń, w końcu miała to być postać z krwi i kości. Bardzo lubię scenę pierwszego tańca Catherine i Henry’ego. Jak można było nie polubić Henry’ego od pierwszego wejrzenia? W dodatku uśmiech J.J. Feilda jest naprawdę zniewalający. Zauważyliście utwór, przy którym tańczą Henry i Catherine w jednej z kolejnych scen? Dokładnie ten sam, co w adaptacji BBC „Dumy i uprzedzenia”. Pewnie taki wewnętrzny żart. Carey Mulligan jest świetna jako Isabella. Jej zachowanie, strój, sposób wysławiania się - wszystko dobrze określa jej charakter.

 

Jest jeszcze jedna adaptacja, też produkcji brytyjskiej z 1986 roku. Polecam tylko zagorzałym fanom. Naprawdę trudno przez to przebrnąć. Fryzury, makijaż, wszystko według mody z lat 80-tych. Czyli Catherine ma na przykład oczy pomalowane „na pandę”, a zainteresowanie okazuje wyraźnym wytrzeszczem. Autor dialogów uznał widać, że widz sam się nie domyśli pewnych rzeczy, jak choćby tego, że John „polował” na pannę z dużym posagiem i postanowił, że wszystko powinno być powiedziane wprost. Szkoda. Motyw przyjaźni z Isabellą jest ledwie zaznaczony, a większość akcji rozgrywa się w samym opactwie. Za to pomysł  wstawek jak z prawdziwej powieści gotyckiej został także wykorzystany  w tej późniejszej adaptacji z 2007 roku.

 

Teraz co do samych tych wstawek, które moim zdaniem są zabawne i dodają filmowi uroku. Zastanawiam się, czy scenarzysta nie wzorował się na obrazach znanych mistrzów. Weźmy chociażby taką scenę (przewińcie na 5:40). Czy nie przypomina ona obrazu Henry’ego Fuseli „Nocna mara”? Tylko tego konia brakuje. Niestety nie udało mi się znaleźć więcej obrazów na poparcie mojej teorii, ale może Wam się coś kojarzy?

 

Zapraszamy wszystkich do włączenia się do dyskusji, a Julce serdecznie dziękujemy!

sobota, 22 września 2012

 

 
 
 
 Autor: Jane Austen 
Tytuł oryginalny: Northanger Abbey 
Język oryginalny: angielski 
Tłumacz: Anna Przedpełska-Trzeciakowska
Kategoria: Literatura piękna 
Gatunek: klasyka obca 
Forma: powieść 
Rok pierwszego wydania: 1817
Liczba stron: 236
 



 

 

 

Autorką tekstu wprowadzającego do dyskusji jest Julia (Wspólna Biblioteczka)

 

"Northanger Abbey" jest drugą w kolejności moją ulubioną powieścią Jane Austen. Przede wszystkim ze względu na żartobliwy język. Podziwiam Jane Austen za jej umiejętność przedstawienia ludzi i tamtego świata. Minęło ponad dwieście lat od napisania tej powieści, a my nadal jesteśmy w stanie zaangażować się w perypetie Catherine i Henry’ego, Eleonory, Jamesa i innych bohaterów.

"Northanger Abbey" była pierwszą ukończoną przez autorkę powieścią, przygotowaną do druku. Jane Austen wysłała ją do wydawcy już w 1803 roku, gdzie przeleżała przez kolejne 12 lat. Autorka zabrała ją z powrotem i dopracowała tekst. Powieść ukazała się dopiero po jej śmierci. W czasach młodości Austen bardzo popularne były powieści gotyckie, szczególnie te pani Ann Radcliffe. Opowieści te pełne były grozy i tajemniczości. Lochy, upiory, przerażające zamczyska. Jane Austen postanawia zażartować sobie z tej mody i w ten sposób powstało "Northanger Abbey". Bohaterka powieści, Catherine jest przeciwieństwem gotyckiej heroiny: nie jest zbyt urodziwa, nie otacza jej aura tajemniczości, jej rodzina to spokojni szczęśliwi ludzie. Sytuacje, które ją spotykają są również  najczęściej typowe, jednak jej wybujała wyobraźnia sprawia, że doszukuje się w nich niezwykłości.

W Bath jest tłoczno i bez przerwy coś się dzieje. Dla Catherine, która całe życie spędziła na probostwie, niuanse życia towarzyskiego są trudne do ogarnięcia, podobnie jak znalezienie drogi w labiryncie  zamku z gotyckiej powieści. Jej własna matka, pani Morland, nie okazuje się być w tej sprawie pomocna. Prosi tylko córkę, żeby owijała szyję ciepłym szalem, nie przewidując większych problemów w trakcie jej pobytu w Bath. To pan Allen wydaje się zwracać większą uwagę na bezpieczeństwo Catherine, mówiąc na przykład, że nie jest dobrze widziane, kiedy młoda dziewczyna jeździ z mężczyzną odkrytym powozem. Pani Allen dodaje tylko, że rzeczywiście nie jest to najlepsze, bo strój może się pobrudzić, a wiatr zerwać z głowy beret. Może nam się to wydawać zabawne, choć jak zauważa Miriam Fuller* w powieściach Jane Austen uszkodzony kobiecy strój często był znakiem, powiedzmy złego prowadzenia się. Na przykład Lydia Bennet, w swoim liście pożegnalnym pisze (ucieczka z Wickhamem), że w jej sukni powstało spore rozdarcie. Fanny Price ostrzega Marię Bertram, żeby nie przeciskała się przez szparę w bramie razem z Henry'm Crawfordem, bo uszkodzi sobie strój.

Catherine, która z łatwością wyobraża sobie sceny z przeczytanych powieści, często nie jest w stanie dostrzec realnego niebezpieczeństwa. Na początku brakuje jej pewności siebie i sztuki samodzielnego osądu charakteru napotkanych osób. Ratuje ją to, że jest osobą otwartą, czułą i stara się zachowywać zgodnie z wpojonymi jej zasadami. Przejażdżka powozem z Johnem Thorpe jest w zasadzie jak scena z gotyckiej powieści, nawet powiedziałabym z gotyckiego horroru. Thorpe, mężczyzna porywczy i okazujący zwykle brak respektu dla kobiet wywozi Catherine z miasta, mimo jej nalegań i próśb. Catherine jednak w odróżnieniu od gotyckiej heroiny nie boi się, tylko jest zła i otwarcie pokazuje swoje niezadowolenie. Nie ma w tej scenie niczego z melodramatu. Catherine, także dzięki Henry’emu, uczy się wyrażać własne zdanie i nie ulegać tak łatwo czyjejś woli.  Ani Isabelli, Johnowi, ani nawet jej własnemu bratu nie udaje się przekonać drugi raz Catherine do złamania słowa danego rodzeństwu Tilney. Nowo nabyta pewność siebie, uwaga i skupienie pomogły jej także kiedy znalazła się  w prawdziwym niebezpieczeństwie, sama w nocy w drodze do domu.

 

A oto kilka pytań pomocnych w dyskusji:

1. Catherine wyobrażała sobie, że ze wszystkich znanych jej ludzi najgorszym był generał Tilney. Poczuła się upokorzona, kiedy Henry przekonał ją, że się myli w swoich podejrzeniach. Do jakiego stopnia się jednak myliła? Czy wyobraźnia Catherine była większa niż jej zmysł obserwacji?

2. Isabella często wyraża się jakby była bohaterką z gotyckiego romansu, czy jednak tak się zachowuje? Siostra Henry’ego, Eleonora, przeżyła boleśnie śmierć matki, została wychowana przez apodyktycznego ojca, jednak na końcu powieści wyszła bogato i szczęśliwie za mąż. Czy może w takim razie to ona jest gotycką heroiną?

3. John Thorpe otwarcie kłamie Catherine, kiedy namawia ją na przejażdżkę. Podczas całej sceny ani Isabella, ani jej własny brat, James, nie odzywają się ani słowem. Jak odebraliście tę scenę? Czy uważacie, że obydwoje wiedzieli, że John kłamie, a jeżeli tak, to czy zmieniło to Wasz pogląd na temat wymienionych postaci?

4. Isabella Thorpe i Lucy Steele (R&R). Czy uważasz, że te postacie są do siebie podobne, a jeżeli tak to pod jakim względem?

5. Jeżeli “Northanger Abbey” powstałoby dzisiaj, jaki rodzaj literatury mogłoby parodiować?

 



* „Let me go, Mr. Thorpe; Isabella, do not hold me!": Northanger Abbey and the Domestic Gothic. Miriam Rheingold Fuller. Persuasions: The Jane Austen Journal. 32 (Annual 2010) p90.



09:34, krainaczytania , Dyskusje
Link Komentarze (14) »
sobota, 18 sierpnia 2012

 

Podobnie jak pozostałe powieści autorstwa Jane Austen, „Mansfield Park” doczekał się kilku adaptacji filmowych, z czego najsłynniejsze pochodzą z 1999 i 2007 roku.

 

Mansfield Park (2007)

Do tej pory widziałam tę ekranizację dwukrotnie. I choć kilka lat temu całkiem mi się podobała, to gdy obejrzałam ją powtórnie (tym razem bezpośrednio po przeczytaniu powieści), z żalem muszę stwierdzić, że mnie rozczarowała.

Najbardziej zirytowały mnie zmiany, jakie wprowadzono w postaci Fanny. Książkowa panna Price była dziewczęciem nieśmiałym, skrytym, a przede wszystkim słabego zdrowia. Austen wielokrotnie podkreślała jej słabą kondycję – podczas spaceru po ogrodzie państwa Rushworth, przejażdżek konnych, itd. W pewnym momencie dowiadujemy się nawet, że Fanny była znacznie słabsza i mizerniejsza od dwukrotnie starszej od niej ciotki, pani Norris. Natomiast odtwarzająca jej rolę Billie Piper w każdej niemalże scenie biega jak przedszkolak, który nieopatrznie wypił 2 litry napoju energetycznego. Po pierwsze, nie pasuje to do postaci Fanny. Po drugie, XIX-wieczna młoda panienka wkraczająca w dorosły wiek galopująca po salonach tudzież ogrodzie? Kto słyszał o takich rzeczach? Najbardziej rzucającym się w oczy przykładem takiego zachowania była scena, w której Henry Crawford po raz pierwszy patrzy na Fanny z zainteresowaniem – młody gentelman rozpoczyna z nią rozmowę, a co ona robi? Bawi się w gonitwę za dzieckiem (czyje to dziecko i skąd się wzięło w Mansfield Park nadal pozostaje dla mnie tajemnicą). Zapytam więc ponownie – gdzie podziały się jej maniery? Ponadto, pomijając kwestię zachowania, główna bohaterka wyglądała w filmie po prostu niechlujnie – była jedyną kobiecą postacią, która nosiła rozpuszczone, a w zasadzie roztrzepane włosy, choć w książce także jest podkreślone, że upina je według panującej wówczas mody.

O sukcesie filmu w znacznej mierze decyduje trafne dobranie aktorów do granych przez nich ról. W tym przypadku zastrzeżenia mam w zasadzie jedynie do Billie Piper oraz sióstr Bertram, które w oryginale są blondynkami, co w książce wyraźnie wyróżnia je na tle pozostałych kobiet. Najbardziej spodobali mi się aktorzy grający Mary i Henry’ego Crawfordów – według mnie świetnie pasują do tych ról. Ciekawostką może być także fakt, że aktor grający rolę Edmunda (Blade Ritson) wcielił się w postać pana Eltona w ekranizacji „Emmy” z 2009 roku.

Zdaję sobie sprawę, że ekranizacja nigdy nie jest w stanie w pełni oddać całej fabuły powieści. Nie rozumiem jednak, czemu zmienia się sceny, które i tak niewiele wnoszą do fabuły - jak np. przekształcenie domowego balu, który był towarzyskim debiutem Fanny, na piknik z okazji jej urodzin. Z filmu został także całkowicie wycięty fragment opisujący wizytę głównej bohaterki w rodzinnym domu. Miało to dosyć duży wpływ na zakończenie, więc nie był to moim zdaniem dobry pomysł. Zresztą wiele wątków zostało przedstawionych tak powierzchownie, że to pominięcie jedynie utwierdziło mnie w przekonaniu, że film jest po prostu kiepską adaptacją.

 

Mansfield Park (1999)

W porównaniu z ekranizacją z 2007 roku, ta wersja znacznie lepiej oddaje realia życia w ówczesnych czasach. Bardzo mi się spodobała, niestety jest ona jedynie luźną adaptacją powieści Jane Austen.

Pierwsza połowa filmu w miarę (choć nie do końca) wiernie przedstawia wydarzenia opisane w książce, niestety w pewnym momencie Patricia Rozema (reżyserka i autorka scenariusza) popuściła wodze fantazji, czego efektem jest dosyć widowiskowa, ale niestety odbiegająca od oryginału wersja. Praktycznie żadna wprowadzona do filmu zmiana fabuły nie przypadła mi do gustu:

- usunięcie postaci brata Fanny, Williama, którego miejsce zajęła młodsza siostra, Susan

- przyjęcie przez Fanny oświadczyn Henry’ego, a potem ich zerwanie;

- erotyczna scena pomiędzy Henrym i Marią;

- zupełnie absurdalnie podkręcony wątek niewolników;

- Fanny uciekająca w deszczową noc z domu, by pozbyć się swojej frustracji podczas konnej przejażdżki…

Tego rodzaju odstępstw od powieściowego oryginału można by wymieniać wiele. Szkoda też, że poprzez te zmiany, przesłanie zawarte w „Mansfield Park” całkowicie się zatarło – w filmie próżno dopatrywać się afirmacji uczciwego i moralnego życia.

Zastanawiam się, czemu reżyserzy starają się zmienić postać Fanny. W tej ekranizacji główna bohaterka również niewiele przypomina powieściowy pierwowzór – jest silna, pewna siebie, zdecydowanie wyraża w towarzystwie swoje opinie. Znacznie bardziej przypomina Elizabeth z „Dumy i uprzedzenia” niż prawdziwą pannę Price.

 

Mansfield Park (1983) – mini-serial BBC

To najstarsza i najwierniejsza ekranizacja powieści, ale muszę przyznać, że nie dobrnęłam do końca serialu. Nieustannie miałam wrażenie, że oglądam występ teatralny, w którym aktorzy grają z manierą podkreślającą, że to tylko gra i nie starają się wczuć w swoje role. Najsłabszym elementem filmu jest niestety aktorka wcielająca się w postać Fanny, która stała się swoistą karykaturą zahukanej i nieśmiałej dziewczyny. Filmowa panna Price wygląda jakby nie do końca rozumiała, co się do niej mówi, i sprawia wrażenie, że panicznie boi się wszystkich dookoła, łącznie z Edmundem…

Podsumowując, niestety powieść „Mansfield Park” nie doczekała się jeszcze udanej ekranizacji i mam wielką nadzieję, że wkrótce to się zmieni. Z dotychczas nakręconych adaptacji najprzyjemniej oglądało mi się wersję z 1999 roku, choć jest to najmniej wierna oryginałowi wersja. Żadna z trzech aktorek nie spodobała mi się także w roli głównej bohaterki, choć mogłoby się wydawać, że nie jest to postać aż tak trudna do zagrania.

A Wam która ekranizacja najbardziej przypadła do gustu? Co sądzicie o zmianach, jakie do scenariusza wprowadzają kolejni reżyserzy?



Autorką recenzji jest: Kasia (Kącik z książką).

 

Kasiu, bardzo serdecznie Ci dziękujemy!

sobota, 21 lipca 2012

 

Jane Austen, Mansfield Park

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka, 1995

 

Wprowadzenie do dyskusji o "Mansfield Park" Jane Austen przygotowała dla nas Adriana Agnieszka (manuskrypt1). Bardzo serdecznie jej dziękujemy i zapraszamy wszystkich do przeczytania recenzji, a także dzielenia się z nami swoimi wrażeniami na temat powieści!

 

Jak pisze Anna Przedpełska – Trzeciakowska w swoim przedsłowiu do tej powieści, ta książka jest uważana za najtrudniejszą powieść dla polskiego czytelnika i dlatego za najmniej znaną i lubianą.  Trudności może przysporzyć głębokie osadzenie  świata przedstawionego w realiach osiemnastowiecznej Anglii,  które nie są tak dobrze znane Polakom. Mnie osobiście ta książka nie przypadła do gustu, ale nie sprawiło to kłopotów ze zrozumieniem sensu tej powieści. Może dlatego, że na studiach omawialiśmy twórczość Jane Austen na zajęciach z literatury powszechnej?  I to mnie irytuje, że przez dużą część czytelników Jane Austen jest uważana za pisarkę, która pisze powieści  lekkie i przyjemne, porównywane z harlequinami.  A mnie najbardziej ujmuje w niej właśnie to osadzenie w realnym świecie Anglii, cięty język i szyderstwo odnoszące się do społeczeństwa angielskiego.  Klimat jej powieści można kochać lub nienawidzić. Jednych opisy strojów, zachowań, konwenansów mogą doprowadzić do stanu uśpienia, inni będą to traktować, jako źródło informacji na temat kultury i obyczajów obecnych w pierwszej połowie XIX wieku w Anglii.

Ale odbiegłam trochę od tematu. Autorka przenosi nas do przełomu XVIII I XIX-wiecznej Anglii. Czasu długich, niewygodnych sukien, bali, przyjęć, podwieczorków, przepychu i bogactwa. Ale też obok tego życia równolegle toczyło się w skrajnej nędzy i ubóstwie, co zostało ukazane na przykładzie rodziny Fanny Price. W tej powieści zestawiono ze sobą dwa kontrastowe światy i wszystko inne jest temu przypisane. Bohaterowie również. Są albo bardzo dobrzy, albo źli. I to jest jedna z kilku spraw, które powodują, że nie pałam zachwytem nad tą powieścią, a wręcz nie lubię jej.  Bohaterowie nie są realni. Zgodnie z głównym przesłaniem książki, czyli wszystko co nowe i nie pasujące do powszechnie panujących zasad jest naganne i prowadzi do zepsucia. Z kolei jedynie to co hołduje tradycjom, dobremu smakowi i wyczuciu może być dobre. 

Osobowość Fanny Price  zaczęła działać mi na nerwy. Początkowo jej nieśmiałość i niepewność siebie była zrozumiała, w końcu znalazła się w nowym miejscu z praktycznie obcymi ludźmi. Lecz kiedy okazało się, że nie potrafi myśleć samodzielnie, tylko posiłkuje się twierdzeniami innych, miałam dość.  I naprawdę chciałam rzucić  tę książkę. To takie „ciepłe kluchy”, które w ogóle nie żyją, ale wegetują. Podobny problem jest z Anną z „Perswazji”.

Kolejnym minusem było dla mnie ograniczenie świata przedstawionego do jednego majątku i tych samych bohaterów. Prawie cała akcja dzieje się tylko i wyłącznie w Mansfield Park. Bohaterowie tak jakby zostali zamknięci w grocie. A to akurat było cechą charakterystyczną powieści tendencyjnych. Chociaż to mogę sobie jeszcze wytłumaczyć, iż „Mansfield Park” jest przestrogą przed „niszczeniem zasad i tradycji istniejących od pokoleń” (cytat z przedsłowia). Dlatego autorka nie dopuszcza tutaj żadnych innych „pogłosek” z prawdziwego świata. Chociaż to tylko ja mogę to sobie tak tłumaczyć. Ale mówiąc szczerze, to po przeczytaniu innych powieści Jane Austen, nie spodziewałabym się tego po niej.

Podsumowując: „Mansfield Park” brakuje stylu i atmosfery, do jakich przyzwyczaiła nas autorka. Niektóre momenty są niepotrzebne, powodują, że ma się ochotę odłożyć książkę i przestać czytać. Akcja zaczęła się rozkręcać pod koniec powieści, nad czym bardzo ubolewam. Trudno mi się ją czytało, mimo, że to któryś raz z kolei. Nie widzę w tej powieści nic, co mogłoby mnie przekonać do siebie i co sprawiłoby, że polubiłam tę powieść.

 

środa, 27 czerwca 2012

 

Dzięki Julce (wspolnabiblioteczka) możemy się zapoznać też z drugą ekranizacją "Rozważnej i romantycznej":

 



Niedawno, po raz kolejny, obejrzałam miniserial BBC Rozważna i Romantyczna (wersja z 2008). Andrew Davies dodał do adaptacji powieści Jane Austen kilka scen, których nie ma w książce. Uważam, że akcja książki tak naprawdę nie wymaga ulepszeń, jednak nie mam nic przeciwko dodanym scenom. Pierwsza z nich to namiętna scena pomiędzy Elizą i Willoughby. Ponieważ została umieszczona na początku serialu, myślę, że nie jeden widz zastanawiał się, czy przypadkiem nie pomylił kanału telewizyjnego. Mój mąż, którego kiedyś zmusiłam do obejrzenia jednej z adaptacji powieści Austen, oświadczył, że byłoby to interesujące, gdyby chociaż w scenariuszy była jakaś bitwa, no choćby pojedynek. Bardzo proszę - pojedynek jest. W książce pułkownik Brandon tylko napomyka Elizie o tym wydarzeniu. Autor scenariusza postanowił dodać całą scenę. Dlatego też pułkownik Brandon pojawia się na balu w Londynie, czego również nie było w powieści.

To może w takim razie powiem jaka była moja ulubiona scena. Na początku rodzina Johna Daswood jedzie powozem do rezydencji zmarłego ojca. Po drodze małżonkowie dyskutują o wysokości uposażenia macochy i przyrodnich sióstr Johna. Jego żona Fanny wyrzuca mężowi, że jest zbyt hojny. Na przeciwko siedzi rumiany synek państwa Daswood - Harry i coś zajada ze smakiem, pewnie ciasteczka. Wspaniały przykład rozpieszczonego jedynaka.   Fanny mówi z czułością do syna "nie pozwolimy tacie cię zagłodzić".  W tym kontekście brzmi to zabawnie i co tu dużo mówić, trochę obłudnie.

Edward w powieści Jane Austen jest nieśmiały, raczej mało przystojny i nie potrafi błyszczeć w towarzystwie. Serialowy Edward jest przystojny, ma żywe usposobienie, jest pewny siebie, potrafi być zabawny, a kiedy natrafia na życiowe przeszkody ogarnia go gniew. Moim zdaniem jest to zmiana na lepsze, ale pewnie niektórym fanom może to się nie spodobać. Aktorki grające Elinor i Marianne były moim zdaniem bardzo dobrze dobrane - obie młode i ładne. Pani Daswood też wygląda na 40-latkę, tak jak to powinno być. 

Znalazłam blog ze zdjęciami z planu filmowego.

 

Oglądaliście tę wersję? Co o niej myślicie? Zapraszamy do dyskusji, a Julce serdecznie dziękujemy!

 

sobota, 23 czerwca 2012

 

Tekst otwierający dzisiejszą dyskusję zawdzięczamy Danusi (avo_lusion). Zapraszamy do czytania i dzielenia się z nami swoimi wrażeniami na temat filmu "Rozważna i romantyczna" w reżyserii Anga Lee.

 

Co takiego mają w sobie Brytyjczycy, że zaledwie skinieniem palca, czy też jednym grymasem, oddają cały klimat powieści wiktoriańskich? Ich ekranizacje przenoszą nas w te odległe czasy i niejednokrotnie wbijają w fotel. A czy coś wyjątkowego dzieje się na ekranie? Ot, dramaty, jakich wiele. Namiętności, trudna miłość, konwenanse… A jednak. Nie sposób się oderwać. Zacierają się granice światów, widz zapomina, że jednak XXI wiek wolny jest od wymyślonych problemów panien z zamożnych domów… I tak oto widz patrzy jak urzeczony i wzdycha… A jest do czego!

 

Rozważna i romantyczna w reżyserii Ang Lee to po prostu uczta. Zarówno dla miłośników powieści Jane Austen, jak i dla wielbicieli filmów kostiumowych. Zniewala nas dosłownie wszystko – od plejady gwiazd począwszy, a skończywszy na świetnych dialogach i zdjęciach.

 

Dla Brytyjskich aktorów zagranie w ekranizacji tak wybitnej i lubianej powieści musiało być zaszczytem. I zapewne miłym spotkaniem na planie, gdzie pojawiły się takie gwiazdy jak Kate Winslet, Emma Thompson, Hugh Grant, czy wreszcie Alan Rickman.

 

Widać po ich lekkiej, ale zaangażowanej grze, że zbudowanie postaci było wyzwaniem, ale takim, które nie zniechęca. Każde z nich oddało swojej postaci całe serce. Kate Winslet w roli romantycznej nie jest ani odrobinę przesadzona – ona dosłownie staje się emocjonalną siostrą, która kocha do szaleństwa i zatraca się we własnych namiętnościach. Jej blada cera i niesforne, rude loki, dodają jej nieodpartego uroku, który tak bardzo pasuje do epoki i panującej mody.

 

Nie inaczej wzrusza i rozczula Hugh Grant w roli Edwarda Ferrara. Zadajemy sobie pytanie: czy tacy mężczyźni w ogóle istnieją? Uprzejmi, szarmanccy, przystojni, a do tego tak rozkosznie nieśmiali… Trzeba przyznać, że Grant użył na potrzeby roli całego swojego uroku, który ma wręcz magnetyczną siłę. Jego chłopięcy wyraz twarzy i wieczne zakłopotanie, wpasowują się w czasy, w których mężczyzna musiał być uprzejmy wobec kobiety i zabiegać o jej względy.

 

Za serce chwyta również historia pułkownika Brandona. Alan Rickman dowodzi tu swojego kunsztu, nadając postaci dozę dramatyzmu, ale i dojrzałego dystansu. Mężczyzna po przejściach nie zachowuje się jak zakochany szczeniak. Brandon samą swoją mimiką dosłownie topi serce, ale nie traci nic ze swojej męskości. Pułkownik zagrany przez Rickmana to postać pełna godności i cierpliwości, która zostaje nagrodzona. To jedna z najlepszych ról w karierze aktora.

 

Dobór aktorów do ról jest godny uznania. W filmie widzimy brzydkich i ładnych ludzi – a warto to docenić w dobie promocji młodości i wybielonych zębów. W Rozważnej i romantycznej mamy paletę charakterów i twarzy, które sprawiają, że całość wydaje się tym bardziej autentyczna.

 

Brytyjczycy zadbali dosłownie o wszystko. Piękne, malownicze krajobrazy, cudowne stroje, wytworne salony… Do tego mnóstwo komizmu sytuacyjnego, który jest miłą osłodą na tle niełatwych losów głównych bohaterów. Czy tak mogła to sobie wymarzyć Austen? Zapewne tak, bo filmy kostiumowe są zawsze dopieszczane i mają w sobie czar, któremu każdy widz pragnie ulec. Do tego dobry, ciekawy scenariusz, znakomita obsada – i arcydzieło gotowe. Jak zawsze pełne emocji i wzruszeń – ale bardzo prawdziwe! Obowiązkowy seans dla wszystkich miłośników podobnych klimatów… i w ogóle, dla wszystkich!



Autor: Danusia (avo_lusion)

ksiazkizbojeckie.blox.pl

 

 
1 , 2
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31



Dyskutują na blogu:

Agnieszka (krainaczytania)
Beata (felicja79)

Adriana Agnieszka (manuskrypt1)
Aurora
Danusia (avo_lusion)
Dorota Anna (zaczytania)
Dorota (polonisty)
Julka (wspolnabiblioteczka)
Kaye
Kasia
Lena
Maniaczytania
nusia00
zona.oburzona





Harmonogram dyskusji:


EMMA
25 marca 2012
dyskusja o „Emmie”
21 kwietnia 2012
dyskusja o ekranizacjach „Emmy”


ROZWAŻNA I ROMANTYCZNA
19 maja 2012
dyskusja o „Rozważnej i romantycznej”
23 czerwca 2012
dyskusja o filmie „Rozważna i romantyczna”


MANSFIELD PARK
21 lipca 2012
dyskusja o „Mansfield Park”
18 sierpnia 2012
dyskusja o ekranizacjach „Mansfield Park”


OPACTWO NORTHANGER
22 września 2012
dyskusja o „Opactwie Northanger”
20 października 2012
dyskusja o filmie „Opactwo Northanger”


DUMA I UPRZEDZENIE
17 listopada 2012
dyskusja o „Dumie i uprzedzeniu”
15 grudnia 2012
dyskusja o ekranizacjach „Dumy i uprzedzenia”


PERWAZJE
19 stycznia 2013
dyskusja o „Perswazjach”
16 lutego 2013
dyskusja o filmie „Perswazje”


SANDINTON
23 marca 2013
dyskusja o „Sanditon”


LADY SUSAN, WATSONOWIE
20 kwietnia 2013
dyskusja o „Lady Susan; Watsonowie”


ZAPRASZAMY SERDECZNIE!








Napisz do nas e-mail
Agnieszka
Beata





Szablon