Blogowy Klub Miłośników Jane Austen
Kategorie: Wszystkie | Dyskusje | Recenzje | Ogłoszenia | Różne | Powieść
RSS
sobota, 15 grudnia 2012

Recenzję dla naszego Klubu napisała Julka z Wspólnej Biblioteczki:

 

Zacznę może od wersji amerykańskiej. Obejrzałam ją tuż po tym, kiedy weszła do kin. Potem wracałam jeszcze do niej dwa razy i za każdym razem utykałam gdzieś na początku, przypominając sobie, dlaczego ta adaptacja mnie rozczarowała. Ze względu na kolejną dyskusję w Klubie postanowiłam obejrzeć ją jeszcze raz i nie zmieniałam zdania.

"Duma i uprzedzenie" powinna być filmem kostiumowym, w którym wielką wagę przykłada się do szczegółów. Tak więc odpowiednie do epoki stroje, wnętrza i wzory zachowania. Jednym słowem "diabeł tkwi w szczegółach" i to właśnie drobiazgi tak mnie irytowały. Zacznijmy od balu u burmistrza. Przyjęcie zostało nazwane, pewnie trochę pogardliwie, wiejską potańcówką, ale nie przypuszczam, żeby mogło wyglądać tak, jak to pokazano w filmie. Świeżo mianowany burmistrz na pewno bardzo dbał o odpowiedni dobór towarzystwa, w swoim własnym interesie zresztą. Nikt nie trafiał na przyjęcie przypadkowo. W jednej ze scen pani Bennet chwali się, że jedzą obiad z dwudziestoma rodzinami. Czyli w okolicy mieszkało około 20 liczących się rodzin o odpowiednim pochodzeniu i majątku, ale nie taki tłum jaki pokazano na filmie. To bardziej przypominało tancbudę na Dzikim Zachodzie, niż przyjęcie dla "szanowanych ludzi". Dalej, fryzury najmłodszych panien Bennet. Lydia i Kitty były już dopuszczone do towarzystwa, co oznaczało, że są uważane za osoby dorosłe i potencjalne kandydatki na żony. Każde oficjalne wyjście, a więc i bal u burmistrza, było okazją do zaprezentowania się, a może i znalezienia kandydata na męża. Logiczne jest więc, że podobne "wyjście" było poprzedzone odpowiednimi przygotowaniami - najlepsze sukienki, staranne fryzury. Tym czasem najmłodsze panny Bennet zaprezentowały się na przyjęciu... w kucykach. Litości! Pewnie miało to podkreślić ich młody wiek, ale nie oto przecież chodziło, doprawdy! Chciałabym wiedzieć też co robiła ta świnia pod schodami? Na wsiach dawnej często budowano domy łączone z chlewnią, ale przecież nie w takim eleganckim dworku, w jakim zamieszkiwała rodzina Bennetów (przy okazji scenarzyści ździebko przesadzili z jego wielkością, moim zdaniem). Jest też scena w odrapanej kuchni. Podejrzewam, że miało to podkreślić fakt, że rodzina była biedna, tyle, że oni  biedni nie byli. Majątek był dziedziczony tylko w linii męskiej, a pan Bennet miał 5 córek i to było całe nieszczęście. Pan Bennet musiał dobrze liczyć rachunki, ale żyli zupełnie przyzwoicie.

Pamiętam, że zaraz po tym jak film wszedł na ekrany kin czytałam recenzję na stronie jakiejś gazety, w którym dziennikarka zachwycała się tą adaptacją, twierdziła nawet, że jest dużo lepsza od wersji BBC. Ta druga była ponoć zbyt teatralna, źle dobrani pod względem wieku aktorzy itp. Zupełnie się z tym nie zgadzałam. Amerykańska wersja jest bardziej hollywoodzka - oświadczyny w deszczu i konkurent patrzący na swoją wybrankę oczami zbitego psiaka. Ja już chyba wyrosłam z tego typu romantyzmu. O urodzie aktorek nie będę dyskutowała, jednemu podoba się ta, a drugiemu zupełnie inna. Jeżeli dobrze pamiętam, to autorka recenzji zarzucała na przykład wersji BBC to, że aktorka grająca Lydię była zbyt dojrzała. Dobrze więc, jej odpowiedniczka z wersji amerykańskiej jest dużo bardziej dziecinna i tak też się zachowuje. Lydia z wersji brytyjskiej zachowuje się dużo bardziej wyzywająco. Jest dojrzałą kokietką. Tylko teraz pytanie, która Lydia bardziej zainteresowałaby rozpustnego Wickhama ta dziecinna, czy ta wyzywająca? Dla mnie odpowiedź jest oczywista.

Serial BBC widziałam już tyle razy, że teraz zwracam już uwagę na drugi plan, czyli to co się dzieje za plecami głównych bohaterów, rozmowy pod ścianami, gesty i uśmiechy innych osób na sali, stroje wieśniaków. Wszystko jest doskonale dopracowane. Pani Bennet i pan Collins są postaciami niewątpliwie komediowymi. Scena oświadczyn pastora jest doprawdy przekomiczna. Fragmenty z Lady Katarzyną de Bourgh to też jedne z moich ulubionych. Ta mimika! W serialu było więcej czasu na to, żeby zaprezentować postacie i umotywować ich decyzje. W wersji kinowej, z oczywistych przyczyn, akcja biegła w szalonym tempie i czasami trudno było zrozumieć, dlaczego coś wydarzyło się tak, a nie inaczej. Elizabeth z wersji brytyjskiej jest odważna, ale nie bezczelna. Zachowuje się dystyngowanie, odpowiednio do swojego statusu społecznego. Może i siostry Bennet z serialu nie zachowują się tak beztrosko, jak te z filmu, ale przecież Brytyjki były słynne ze swojej powściągliwości. Tak były wychowane - konwenanse i etykieta.

Zawsze mam problem z pisaniem o książkach, czy filmach, które naprawdę mi się podobają. Coś jest dobre i już. Zresztą sami możecie porównać, obie wersję są dostępne na youtube i to z polskim lektorem.

Na koniec chciałabym napisać jeszcze kilka słów o serialu "W świecie Jane Austen" nawiązującym do "Dumy i uprzedzenia". Główna bohaterka Amanda przenosi się niespodziewanie do świata powieści. W tym samym czasie z tego drugiego świata znika Elizabeth Bennet. Amanda, która doskonale zna twórczość Jane Austen stara się dopilnować, żeby wydarzenia działy się tak jak powinny, tyle, że oczywiście nic z tego nie wychodzi. Bez Elizabeth wszystko się plącze. Ciekawie przedstawiono postać Wickhama. Nie odpowiadało mi tylko zakończenie całej historii. Teraz uwaga zdradzam szczegóły! Jak już scenarzysta tak ładnie wszystko poplątał, to mógł zrobić parę z Amandy i Wickhama właśnie. Doskonale do siebie pasowali. To chociaż byłby element zaskoczenia, a tak to mamy zakończenie jakie było do przewidzenia i trochę bez sensu.

Do "Dumy i uprzedzenia" nawiązuje oczywiście też "Dziennik Bridget Jones" i pewnie wiele innych filmów. Wersji bollywoodzkiej nie obejrzałam. Nie dałam rady. 

sobota, 17 listopada 2012

 



 
 
Autor: Jane Austen 
Tytuł oryginalny: Pride and Prejudice
Język oryginalny: angielski 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Kategoria: Literatura piękna 
Gatunek: klasyka obca 
Forma: powieść 
Rok wydania: 1999
Liczba stron: 396



 

 

 

Autorką tekstu wprowadzającego do dyskusji jest Adriana Agnieszka (Manuskryptowe Uszytki)

 

Jest prawdą powszechnie znaną, że samotnemu a bogatemu mężczyźnie brak do szczęścia tylko żony”. Sto dziewięćdziesiąt dziewięć lat temu te słowa ujrzały po raz pierwszy światło dzienne. Kto by pomyślał, że nie będzie to książka tylko o miłości? I kto by pomyślał, że w XIX wieku mogłaby powstać książka tak ironiczna, zabawna i ponadczasowa?  Do dzisiaj cieszy niespożytą popularnością. Miłość Elizabeth i pana Darcy'ego od dziesięcioleci wzrusza kobiety na całym świecie, nawet najtwardsze sztuki w zetknięciu z tą książką odkrywają w sobie romantyczną duszę.

„Duma i uprzedzenie” to zabawna, ironiczna opowieść o inteligentnej, samodzielnie myślącej kobiecie (zdolność kobiet do bardziej skomplikowanych procesów myślowych nie zawsze była bowiem rzeczą oczywistą), to trzeźwy, zdystansowany opis ówczesnych realiów, to zdrowe podejście do miłości, do życia, do ogólnie przyjętych zasad. Ta książka rewelacyjnie ukazuje realia przełomu XVIII/XIX wieku w Anglii, etykietę, arystokrację i sposób postrzegania świata ludzi żyjących w tamtych czasach.

Poza tym, głównym przesłaniem „Dumy i uprzedzenia” jest również pokazanie, jak mylne jest pierwsze wrażenie i że nic innego jak szczera rozmowa nie może otworzyć nam oczu. Swoją drogą dwuznaczność tytułu wg mnie jest świetna. Nie tylko dumni i uprzedzeni bohaterowie, ale całe społeczeństwo, pełne dumy i uprzedzenia. A przecież dzisiaj, mimo wszędzie głoszonej tolerancji, to społeczeństwo nadal jest takie samo.

O „Dumie i uprzedzeniu” napisano tysiące recenzji i wykładano ją na tysiące możliwych sposobów. Dlatego nie będę się bardzo rozpisywać, bo nie napisałabym nic, czego nie napisały godniejsze umysły ode mnie. Mogę tylko napisać, że dla mnie, prostej kobiety, ta książka jest jedyną, do której wracam co roku. Znam ją prawie na pamięć i sama nie wiem, co mnie zmusza do jej czytania. Chyba się uzależniłam.



09:21, krainaczytania , Dyskusje
Link Komentarze (16) »
sobota, 20 października 2012

 

Od dziś rozmawiamy na naszym blogu o ekranizacjach "Opactwa Northanger" Jane Austen. Tekst wprowadzający przygotowała Julka (wspolnabiblioteczka):

 

 Dobrze, przyznaję, to jeden z tych filmów, który oglądałam już ponad dwadzieścia razy. Nie mam nic do zarzucenia tej brytyjskiej adaptacji z 2007 roku.  Bardzo dobrze dobrani aktorzy i to zarówno pod względem wieku jak i urody.  W powieści nie ma nic o tym, że John Thorpe był taki mało urodziwy, powinien za to być bardziej gburowaty. Ale ta mała zmiana w niczym nie zaszkodziła całości. Niektórzy blogerzy uważają, że aktorka grająca Eleonorę była za stara do tej roli. Nie zgadzam się z tym. Eleonora była już dojrzałą, doświadczoną kobietą i na taką wyglądała. Na innych blogach czytałam też, że scenarzysta Andrew Davies odarł Catherine z niewinności, wprowadzając scenę z balią, dając  w ten sposób do zrozumienia, że w dziewczęciu budziła się kobieta. Ja nie mam takich zastrzeżeń, w końcu miała to być postać z krwi i kości. Bardzo lubię scenę pierwszego tańca Catherine i Henry’ego. Jak można było nie polubić Henry’ego od pierwszego wejrzenia? W dodatku uśmiech J.J. Feilda jest naprawdę zniewalający. Zauważyliście utwór, przy którym tańczą Henry i Catherine w jednej z kolejnych scen? Dokładnie ten sam, co w adaptacji BBC „Dumy i uprzedzenia”. Pewnie taki wewnętrzny żart. Carey Mulligan jest świetna jako Isabella. Jej zachowanie, strój, sposób wysławiania się - wszystko dobrze określa jej charakter.

 

Jest jeszcze jedna adaptacja, też produkcji brytyjskiej z 1986 roku. Polecam tylko zagorzałym fanom. Naprawdę trudno przez to przebrnąć. Fryzury, makijaż, wszystko według mody z lat 80-tych. Czyli Catherine ma na przykład oczy pomalowane „na pandę”, a zainteresowanie okazuje wyraźnym wytrzeszczem. Autor dialogów uznał widać, że widz sam się nie domyśli pewnych rzeczy, jak choćby tego, że John „polował” na pannę z dużym posagiem i postanowił, że wszystko powinno być powiedziane wprost. Szkoda. Motyw przyjaźni z Isabellą jest ledwie zaznaczony, a większość akcji rozgrywa się w samym opactwie. Za to pomysł  wstawek jak z prawdziwej powieści gotyckiej został także wykorzystany  w tej późniejszej adaptacji z 2007 roku.

 

Teraz co do samych tych wstawek, które moim zdaniem są zabawne i dodają filmowi uroku. Zastanawiam się, czy scenarzysta nie wzorował się na obrazach znanych mistrzów. Weźmy chociażby taką scenę (przewińcie na 5:40). Czy nie przypomina ona obrazu Henry’ego Fuseli „Nocna mara”? Tylko tego konia brakuje. Niestety nie udało mi się znaleźć więcej obrazów na poparcie mojej teorii, ale może Wam się coś kojarzy?

 

Zapraszamy wszystkich do włączenia się do dyskusji, a Julce serdecznie dziękujemy!

środa, 10 października 2012

 

Agnieszka (krainaczytania)

http://krainaczytania.blox.pl/2012/09/Satyra-na-gotyckie-powiesci-grozy.html

 

Satyra na gotyckie powieści grozy

 

Minęło dwa miesiące i tak oto znów spotykamy się z królową klasyki romansu – Jane Austen. Tym razem przenieśmy się do Opactwa Northanger, gdzie siedemnastoletnia Catherine Morland ogarnięta grozą ówczesnych powieści gotyckich, szczególnie tych autorstwa Ann Radcliffe, próbuje dopatrywać się rzeczy przerażających tam, gdzie ich nie ma. Snuje własne przypuszczenia, które są zgoła odmienne od rzeczywistości. Jest to dowód na to, jak wielki wpływ na człowieka i jego sposób postrzegania świata może wywierać literatura. W pewnym momencie można zatracić poczucie rzeczywistości, a świat fikcji literackiej brutalnie wkroczy do prawdziwego życia, pozbawiając nas racjonalnego myślenia.

Lecz zanim wyjedziemy z naszą główną bohaterką do Opactwa Northanger przyjrzyjmy się jej nieco bliżej. Catherine Morland wraz ze swoją liczną rodziną mieszka we wsi Fullerton, mając za sąsiadów państwa Allenów. To właśnie oni przychodzą z pomocą, kiedy panna Morland wkracza w wiek, w którym powinna zostać wprowadzona do towarzystwa. Tak więc, mając w pamięci słowa matki, aby otulała szyję szalem i dokładnie notowała swoje wydatki, Catherine opuszcza rodzinny dom i wraz z sąsiadami przybywa do Bath, zamieszkując przy Pulteney Street. Tam panna Morland wpada w wir spotkań towarzyskich, biorąc udział w balach i zachwycając się sztukami teatralnymi. Tam też rodzi się przyjaźń z niejaką Isabellą Thorpe, a także budzi się pierwsze niewinne uczucie, którego obiektem jest Henry Tilney. Uczucie to, jak przystało na pannę z epoki wiktoriańskiej, jest skrzętnie ukrywane i wiedzą o nim jedynie ściany pokoju Catherine, które są świadkiem jej nieprzespanych nocy.


Read more:
http://krainaczytania.blox.pl/2012/09/Satyra-na-gotyckie-powiesci-grozy.html

 




Beata (felicja79)

http://cowartoprzeczytac.blox.pl/2012/09/Jane-Austen-Opactwo-Northanger.html

 

Męczyłam się czytając tę powieść. I to męczyłam się z nią po raz drugi w życiu. Za pierwszym razem (jakieś 10 lat temu) dałam sobie spokój z czytaniem w połowie. Teraz z powodu naszego Klubu Jane Austen czułam się w obowiązku dobrnąć do ostatniej strony (w moim wydaniu była to strona nr 235). Chyba niewiele na tym zyskałam. Zakończenie jest niezłe, ale żeby uznać „Opactwo Northanger” za interesującą książkę to za mało.

Jane Austen, wielka pisarka, ma na swoim koncie słabsze dzieła. Co przeszkadzało mi w „Opactwie…” najbardziej? Bohaterowie. Główna bohaterka Katarzyna Morland – siedemnastoletnia, naiwna i głupiutka dziewczyna, jej przyjaciółka Izabella Thorpe – fałszywa i obłudna, brat przyjaciółki, John Thorpe – zarozumiały i niewychowany egoista. Do tego towarzystwa należy też brat Katarzyny – James Morland – ślepo zakochany w Izabelli i ulegający wszystkim jej zachciankom. I jak tu się nie nudzić z takimi bohaterami, biorąc jeszcze pod uwagę fakt, że przez połowę książki spędzają oni czas w miejscowości wypoczynkowej Bath, w której nic się nie dzieje, oprócz spacerów i balów?

Poza niesympatycznymi postaciami ma też „Opactwo…” drugą wadę – dialogi. O jakich nudnych rzeczach się w tej powieści rozmawia! Głównej krytyce lub obronie podlegają powieści gotyckie typu „Tajemnice zamku Udolfo” Ann Radcliffe. Katarzyna uwielbia je czytać. Pod wpływem lektury rodzą się w jej głowie rozmaite niedorzeczne przypuszczenia. Kiedy panna Morland zostaje zaproszona do opactwa Northanger przez rodzinę Tilneyów, spodziewa się, że trafi do starej budowli pełnej tajemnic. Jej zaciekawienie budzi stara skrzynia w pokoju czy sekretarzyk, szuka ukrytych przejść, a właściciela posiadłości, generała Tilneya, posądza o zamordowanie żony lub ukrywanie jej w celi.

 „Opactwo Northanger” przypomina mi trochę powieści tendencyjne. To taka historyjka z morałem o tym, że nie należy wierzyć we wszystko, co się przeczyta w romansach. Wydaje mi się, że cel, w jakim została napisana trochę się zdezaktualizował. Należy jednak zaznaczyć, że narracja jest inteligentna, ironiczna, typowo „austenowska”. A obserwacje ludzi, często złośliwe komentarze autorki, nawet dziś dają czytelnikowi do myślenia. Ciekawa jest też wyrażona przez autorkę wprost długa „obrona powieści”, z której przytoczę tylko fragment:

 

„A cóż pani teraz czyta, panno…?” „Och, tylko powieść!” – odpowiada młoda dama, odkładając książkę z udaną obojętnością czy rumieńcem wstydu. „To tylko Cecylia, Kamilla, czy Belinda” – krótko mówiąc – tylko utwór, który świadczy o talencie, utwór, w którym dogłębna znajomość natury ludzkiej i celne obrazy jej różnorakich odmian, polotu, żywego dowcipu i humoru przekazane są światu w najwyborniejszym języku.

 

Dziś już nie wstydzimy się czytania powieści, ale chyba nadal niewiele osób z dumą przyznaje się do czytania romansów. Więc aż tak wiele od czasów Jane Austen w naszej mentalności się nie zmieniło.

Ocena: 4-/6

 

 Podobnie jak poprzednim razem zachęcamy Was do przesyłania nam swoich recenzji.

sobota, 22 września 2012

 

 
 
 
 Autor: Jane Austen 
Tytuł oryginalny: Northanger Abbey 
Język oryginalny: angielski 
Tłumacz: Anna Przedpełska-Trzeciakowska
Kategoria: Literatura piękna 
Gatunek: klasyka obca 
Forma: powieść 
Rok pierwszego wydania: 1817
Liczba stron: 236
 



 

 

 

Autorką tekstu wprowadzającego do dyskusji jest Julia (Wspólna Biblioteczka)

 

"Northanger Abbey" jest drugą w kolejności moją ulubioną powieścią Jane Austen. Przede wszystkim ze względu na żartobliwy język. Podziwiam Jane Austen za jej umiejętność przedstawienia ludzi i tamtego świata. Minęło ponad dwieście lat od napisania tej powieści, a my nadal jesteśmy w stanie zaangażować się w perypetie Catherine i Henry’ego, Eleonory, Jamesa i innych bohaterów.

"Northanger Abbey" była pierwszą ukończoną przez autorkę powieścią, przygotowaną do druku. Jane Austen wysłała ją do wydawcy już w 1803 roku, gdzie przeleżała przez kolejne 12 lat. Autorka zabrała ją z powrotem i dopracowała tekst. Powieść ukazała się dopiero po jej śmierci. W czasach młodości Austen bardzo popularne były powieści gotyckie, szczególnie te pani Ann Radcliffe. Opowieści te pełne były grozy i tajemniczości. Lochy, upiory, przerażające zamczyska. Jane Austen postanawia zażartować sobie z tej mody i w ten sposób powstało "Northanger Abbey". Bohaterka powieści, Catherine jest przeciwieństwem gotyckiej heroiny: nie jest zbyt urodziwa, nie otacza jej aura tajemniczości, jej rodzina to spokojni szczęśliwi ludzie. Sytuacje, które ją spotykają są również  najczęściej typowe, jednak jej wybujała wyobraźnia sprawia, że doszukuje się w nich niezwykłości.

W Bath jest tłoczno i bez przerwy coś się dzieje. Dla Catherine, która całe życie spędziła na probostwie, niuanse życia towarzyskiego są trudne do ogarnięcia, podobnie jak znalezienie drogi w labiryncie  zamku z gotyckiej powieści. Jej własna matka, pani Morland, nie okazuje się być w tej sprawie pomocna. Prosi tylko córkę, żeby owijała szyję ciepłym szalem, nie przewidując większych problemów w trakcie jej pobytu w Bath. To pan Allen wydaje się zwracać większą uwagę na bezpieczeństwo Catherine, mówiąc na przykład, że nie jest dobrze widziane, kiedy młoda dziewczyna jeździ z mężczyzną odkrytym powozem. Pani Allen dodaje tylko, że rzeczywiście nie jest to najlepsze, bo strój może się pobrudzić, a wiatr zerwać z głowy beret. Może nam się to wydawać zabawne, choć jak zauważa Miriam Fuller* w powieściach Jane Austen uszkodzony kobiecy strój często był znakiem, powiedzmy złego prowadzenia się. Na przykład Lydia Bennet, w swoim liście pożegnalnym pisze (ucieczka z Wickhamem), że w jej sukni powstało spore rozdarcie. Fanny Price ostrzega Marię Bertram, żeby nie przeciskała się przez szparę w bramie razem z Henry'm Crawfordem, bo uszkodzi sobie strój.

Catherine, która z łatwością wyobraża sobie sceny z przeczytanych powieści, często nie jest w stanie dostrzec realnego niebezpieczeństwa. Na początku brakuje jej pewności siebie i sztuki samodzielnego osądu charakteru napotkanych osób. Ratuje ją to, że jest osobą otwartą, czułą i stara się zachowywać zgodnie z wpojonymi jej zasadami. Przejażdżka powozem z Johnem Thorpe jest w zasadzie jak scena z gotyckiej powieści, nawet powiedziałabym z gotyckiego horroru. Thorpe, mężczyzna porywczy i okazujący zwykle brak respektu dla kobiet wywozi Catherine z miasta, mimo jej nalegań i próśb. Catherine jednak w odróżnieniu od gotyckiej heroiny nie boi się, tylko jest zła i otwarcie pokazuje swoje niezadowolenie. Nie ma w tej scenie niczego z melodramatu. Catherine, także dzięki Henry’emu, uczy się wyrażać własne zdanie i nie ulegać tak łatwo czyjejś woli.  Ani Isabelli, Johnowi, ani nawet jej własnemu bratu nie udaje się przekonać drugi raz Catherine do złamania słowa danego rodzeństwu Tilney. Nowo nabyta pewność siebie, uwaga i skupienie pomogły jej także kiedy znalazła się  w prawdziwym niebezpieczeństwie, sama w nocy w drodze do domu.

 

A oto kilka pytań pomocnych w dyskusji:

1. Catherine wyobrażała sobie, że ze wszystkich znanych jej ludzi najgorszym był generał Tilney. Poczuła się upokorzona, kiedy Henry przekonał ją, że się myli w swoich podejrzeniach. Do jakiego stopnia się jednak myliła? Czy wyobraźnia Catherine była większa niż jej zmysł obserwacji?

2. Isabella często wyraża się jakby była bohaterką z gotyckiego romansu, czy jednak tak się zachowuje? Siostra Henry’ego, Eleonora, przeżyła boleśnie śmierć matki, została wychowana przez apodyktycznego ojca, jednak na końcu powieści wyszła bogato i szczęśliwie za mąż. Czy może w takim razie to ona jest gotycką heroiną?

3. John Thorpe otwarcie kłamie Catherine, kiedy namawia ją na przejażdżkę. Podczas całej sceny ani Isabella, ani jej własny brat, James, nie odzywają się ani słowem. Jak odebraliście tę scenę? Czy uważacie, że obydwoje wiedzieli, że John kłamie, a jeżeli tak, to czy zmieniło to Wasz pogląd na temat wymienionych postaci?

4. Isabella Thorpe i Lucy Steele (R&R). Czy uważasz, że te postacie są do siebie podobne, a jeżeli tak to pod jakim względem?

5. Jeżeli “Northanger Abbey” powstałoby dzisiaj, jaki rodzaj literatury mogłoby parodiować?

 



* „Let me go, Mr. Thorpe; Isabella, do not hold me!": Northanger Abbey and the Domestic Gothic. Miriam Rheingold Fuller. Persuasions: The Jane Austen Journal. 32 (Annual 2010) p90.



09:34, krainaczytania , Dyskusje
Link Komentarze (14) »
sobota, 18 sierpnia 2012

 

Podobnie jak pozostałe powieści autorstwa Jane Austen, „Mansfield Park” doczekał się kilku adaptacji filmowych, z czego najsłynniejsze pochodzą z 1999 i 2007 roku.

 

Mansfield Park (2007)

Do tej pory widziałam tę ekranizację dwukrotnie. I choć kilka lat temu całkiem mi się podobała, to gdy obejrzałam ją powtórnie (tym razem bezpośrednio po przeczytaniu powieści), z żalem muszę stwierdzić, że mnie rozczarowała.

Najbardziej zirytowały mnie zmiany, jakie wprowadzono w postaci Fanny. Książkowa panna Price była dziewczęciem nieśmiałym, skrytym, a przede wszystkim słabego zdrowia. Austen wielokrotnie podkreślała jej słabą kondycję – podczas spaceru po ogrodzie państwa Rushworth, przejażdżek konnych, itd. W pewnym momencie dowiadujemy się nawet, że Fanny była znacznie słabsza i mizerniejsza od dwukrotnie starszej od niej ciotki, pani Norris. Natomiast odtwarzająca jej rolę Billie Piper w każdej niemalże scenie biega jak przedszkolak, który nieopatrznie wypił 2 litry napoju energetycznego. Po pierwsze, nie pasuje to do postaci Fanny. Po drugie, XIX-wieczna młoda panienka wkraczająca w dorosły wiek galopująca po salonach tudzież ogrodzie? Kto słyszał o takich rzeczach? Najbardziej rzucającym się w oczy przykładem takiego zachowania była scena, w której Henry Crawford po raz pierwszy patrzy na Fanny z zainteresowaniem – młody gentelman rozpoczyna z nią rozmowę, a co ona robi? Bawi się w gonitwę za dzieckiem (czyje to dziecko i skąd się wzięło w Mansfield Park nadal pozostaje dla mnie tajemnicą). Zapytam więc ponownie – gdzie podziały się jej maniery? Ponadto, pomijając kwestię zachowania, główna bohaterka wyglądała w filmie po prostu niechlujnie – była jedyną kobiecą postacią, która nosiła rozpuszczone, a w zasadzie roztrzepane włosy, choć w książce także jest podkreślone, że upina je według panującej wówczas mody.

O sukcesie filmu w znacznej mierze decyduje trafne dobranie aktorów do granych przez nich ról. W tym przypadku zastrzeżenia mam w zasadzie jedynie do Billie Piper oraz sióstr Bertram, które w oryginale są blondynkami, co w książce wyraźnie wyróżnia je na tle pozostałych kobiet. Najbardziej spodobali mi się aktorzy grający Mary i Henry’ego Crawfordów – według mnie świetnie pasują do tych ról. Ciekawostką może być także fakt, że aktor grający rolę Edmunda (Blade Ritson) wcielił się w postać pana Eltona w ekranizacji „Emmy” z 2009 roku.

Zdaję sobie sprawę, że ekranizacja nigdy nie jest w stanie w pełni oddać całej fabuły powieści. Nie rozumiem jednak, czemu zmienia się sceny, które i tak niewiele wnoszą do fabuły - jak np. przekształcenie domowego balu, który był towarzyskim debiutem Fanny, na piknik z okazji jej urodzin. Z filmu został także całkowicie wycięty fragment opisujący wizytę głównej bohaterki w rodzinnym domu. Miało to dosyć duży wpływ na zakończenie, więc nie był to moim zdaniem dobry pomysł. Zresztą wiele wątków zostało przedstawionych tak powierzchownie, że to pominięcie jedynie utwierdziło mnie w przekonaniu, że film jest po prostu kiepską adaptacją.

 

Mansfield Park (1999)

W porównaniu z ekranizacją z 2007 roku, ta wersja znacznie lepiej oddaje realia życia w ówczesnych czasach. Bardzo mi się spodobała, niestety jest ona jedynie luźną adaptacją powieści Jane Austen.

Pierwsza połowa filmu w miarę (choć nie do końca) wiernie przedstawia wydarzenia opisane w książce, niestety w pewnym momencie Patricia Rozema (reżyserka i autorka scenariusza) popuściła wodze fantazji, czego efektem jest dosyć widowiskowa, ale niestety odbiegająca od oryginału wersja. Praktycznie żadna wprowadzona do filmu zmiana fabuły nie przypadła mi do gustu:

- usunięcie postaci brata Fanny, Williama, którego miejsce zajęła młodsza siostra, Susan

- przyjęcie przez Fanny oświadczyn Henry’ego, a potem ich zerwanie;

- erotyczna scena pomiędzy Henrym i Marią;

- zupełnie absurdalnie podkręcony wątek niewolników;

- Fanny uciekająca w deszczową noc z domu, by pozbyć się swojej frustracji podczas konnej przejażdżki…

Tego rodzaju odstępstw od powieściowego oryginału można by wymieniać wiele. Szkoda też, że poprzez te zmiany, przesłanie zawarte w „Mansfield Park” całkowicie się zatarło – w filmie próżno dopatrywać się afirmacji uczciwego i moralnego życia.

Zastanawiam się, czemu reżyserzy starają się zmienić postać Fanny. W tej ekranizacji główna bohaterka również niewiele przypomina powieściowy pierwowzór – jest silna, pewna siebie, zdecydowanie wyraża w towarzystwie swoje opinie. Znacznie bardziej przypomina Elizabeth z „Dumy i uprzedzenia” niż prawdziwą pannę Price.

 

Mansfield Park (1983) – mini-serial BBC

To najstarsza i najwierniejsza ekranizacja powieści, ale muszę przyznać, że nie dobrnęłam do końca serialu. Nieustannie miałam wrażenie, że oglądam występ teatralny, w którym aktorzy grają z manierą podkreślającą, że to tylko gra i nie starają się wczuć w swoje role. Najsłabszym elementem filmu jest niestety aktorka wcielająca się w postać Fanny, która stała się swoistą karykaturą zahukanej i nieśmiałej dziewczyny. Filmowa panna Price wygląda jakby nie do końca rozumiała, co się do niej mówi, i sprawia wrażenie, że panicznie boi się wszystkich dookoła, łącznie z Edmundem…

Podsumowując, niestety powieść „Mansfield Park” nie doczekała się jeszcze udanej ekranizacji i mam wielką nadzieję, że wkrótce to się zmieni. Z dotychczas nakręconych adaptacji najprzyjemniej oglądało mi się wersję z 1999 roku, choć jest to najmniej wierna oryginałowi wersja. Żadna z trzech aktorek nie spodobała mi się także w roli głównej bohaterki, choć mogłoby się wydawać, że nie jest to postać aż tak trudna do zagrania.

A Wam która ekranizacja najbardziej przypadła do gustu? Co sądzicie o zmianach, jakie do scenariusza wprowadzają kolejni reżyserzy?



Autorką recenzji jest: Kasia (Kącik z książką).

 

Kasiu, bardzo serdecznie Ci dziękujemy!

piątek, 27 lipca 2012

 

Tradycyjnie zapraszamy Was do dzielenia się z nami swoimi recenzjami. W komentarzach można wysyłać linki do wpisów na swoich blogach na temat "Mansfield Park" Jane Austen. Jeżeli ktoś nie ma bloga, a chciałby dodać swoją recenzję do naszej dyskusji, wystarczy wysłać ją nam na adres e-mail widoczny w bocznej szpalcie. Wszystkie zgłoszone teksty zostaną opublikowane w tym poście.

Zapraszamy do czytania i komentowania!

 

 

Agnieszka (krainaczytania): 

http://krainaczytania.blox.pl/2012/07/Pod-skrzydlami-starego-dworu.html

 

Pod skrzydłami starego dworu


Długo zastanawiałam się, w jaki sposób mogłabym rozpocząć pisanie tej recenzji. Generalnie nie mam problemu z dobrem słów, jednak w tym przypadku okazało się być inaczej. Może zacznę od tego, że jestem niewyobrażalnie zachwycona tą powieścią. Zapewne wielu czytelników będzie się temu dziwić, ponieważ Mansfield Park nie cieszy się tak wielką popularnością jak choćby Emma, Rozważna i romantyczna czy Duma i uprzedzenie. Najprawdopodobniej znów zadziałała moja wrodzona przekora. Po przeczytaniu w ostatnim czasie trzech powieści autorstwa Jane Austen mogę śmiało rzec, że Mansfield Park urzekła mnie najbardziej. Żadna z poprzednio przeczytanych książek nie wciągnęła mnie tak bardzo, jak właśnie Mansfield Park.  Znalazłam w niej to „coś”, czego nie da się wyrazić słowami. To trzeba poczuć. Bohaterów polubiłam już od pierwszej strony. Owszem, pani Norris działała mi na nerwy dość mocno, jednak jej specyficzna osobowość wywołałaby negatywne emocje chyba w każdym czytelniku. Lecz z drugiej strony, cóż warta byłaby ta historia, gdyby wszystkie postacie były słodkie i bez skazy?


Przeczytaj więcej:

 


 

Beata (felicja79):

http://cowartoprzeczytac.blox.pl/2012/07/Jane-Austen-Mansfield-Park.html

 

To już trzecia książka przeczytana w ramach naszego Klubu Jane Austen. Niestety jak dotąd najsłabsza. Prawdopodobnie gdyby nie wyzwanie, które sobie postawiłam – przeczytanie wszystkich dzieł Jane Austen – nie znalazłabym w sobie dość cierpliwości, żeby doczytać ją do końca. Początek ciekawy, potem nudno, nudno, nudno, aż wreszcie około dwieście osiemdziesiątej strony zaczyna się coś dziać. Najdziwniejsze jest to, że później „Mansfield Park" tak mnie wciągnęła, że nie byłam się w stanie od niej oderwać do pierwszej w nocy. Tak byłam ciekawa, czy bohaterowie zmienią swoje postępowanie, czy ich przemiana jest prawdziwa i czy otrzymają drugą szansę.

Na okładce jest napisane, że bohaterką tej książki jest Fanny Price. Można się z tym stwierdzeniem kłócić. Przez swój charakter Fanny początkowo praktycznie nie uczestniczy w wydarzeniach, jest biernym obserwatorem robiącym wszystko, żeby nikt jej nie zauważył. Później również pozostaje nieśmiała i przewrażliwiona, bojąca się kogokolwiek urazić (a może przede wszystkim bojąca się zranienia). Pozostałe postaci natomiast przedstawione zostały w tak negatywny sposób, że aż nie chce się o nich czytać. Podział na dobrych i złych ludzi, lubianych i nielubianych przez Jane Austen, widoczny jest we wszystkich jej książkach, które czytałam, ale w żadnej nie jest aż tak wyraźny. Dlatego powieść robi się ciekawa dopiero w momencie, gdy ten sztywny podział zostaje zachwiany. 

Temat jak to u Austen są ludzkie charaktery i miłość. Młodzi ludzie poznają się, łączą w pary, doznają zawodu, ponownie szukają miłości. Wszystko to w rodzinnej siedzibie sir Thomasa Bertrama – Mansfield Park, który przygarnął pod swój dach siostrzenicę żony, mającą wtedy dziesięć lat. Fanny wychowywała się z dwiema kuzynkami: Marią i Julią oraz dwoma kuzynami: Tomem i Edmundem. Od początku większość rodziny pokazywała jej, że jest od nich gorsza, bo biedna. Miała tylko jednego przyjaciela –  Edmunda, który potrafił ją zawsze zrozumieć i pocieszyć, nic więc dziwnego, że gdy trochę podrosła szybko się w nim zakochała.

„Usuwana przez wszystkich w cień, nie mogła, dzięki niemu jednemu, nabrać śmiałości, ale okazywana jej życzliwość przynosiła inne ogromne korzyści – wspomagała rozwój jej umysłu i zwiększała jego satysfakcję. Edmund wiedział, że jest inteligentna, bystra i rozsądna, że ma zamiłowanie do książek, które właściwie ukierunkowane, może samo w sobie być edukacją. Panna Lee nauczyła ją francuskiego i przepytywała codziennie z wyznaczonej dawki historii, ale to on zalecał jej książki, które w chwilach odpoczynku budziły jej zachwyt, on kształtował jej gust i korygował sądy; dzięki niemu jej lektury przynosiły pożytek, gdyż je z nią omawiał, zwiększając ich urok rozumna pochwałą. Za to wszystko kochała go bardziej niż wszystkich innych na świecie z wyjątkiem [brata] Williama: jej serce należało do nich dwóch.”



Spokój rodziny zakłóciło pojawienie się rodzeństwa Crawfordów: Henry’ego i Mary.

W tej powieści obserwujemy zachowanie dziewięciorga młodych ludzi, ich wzajemne sympatie i antypatie, oraz zmiany jakie zachodzą w poszczególnych relacjach. Gdyby chcieć to opowiedzieć w skrócie, pewnie wyszłaby z tego brazylijska telenowela. Nie będę więc streszczać, kto z kim wziął ślub, kto kogo zdradził, ani kto z kim uciekł.

Co więc jest zaletą „Mansfield Park”? Portrety bohaterów, psychologia postaci. Oddzielanie dobra od zła i opowiadanie się za tym pierwszym. Autorka nie ma wątpliwości, które postępowanie jest słuszne, a które nie. Pokazuje konsekwencje złych wyborów. Najlepsze fragmenty książki to pokazanie „przemiany” Henry’ego i różnic dzielących dwór Mansfield Park od domu rodzinnego Fanny.

Pomimo nudnych dyskusji bohaterów, po przeczytaniu oceniam tę książkę jako dobrą i nie żałuję, że dotrwałam do jej końca. Wręcz przeciwnie, cieszę się, bo teraz mam szerszy obraz twórczości Jane Austen, jej poglądów, sposobu konstruowania fabuły powieści i tworzenia charakterów postaci.

Ocena: 4+/6

 


 

Kasia (Kącik z książką)

http://kacikzksiazka.blogspot.com/2012/08/mansfield-park-jane-austen.html

 

Uczestnictwo w Klubie Jane Austen oraz wyzwanie Trójka e-Pik zmobilizowały mnie do ponownego przeczytania jednej z moich ulubionych powieści, których akcja rozgrywa się w XIX-wiecznej Anglii, „Mansfield Park”. Jest to trzecia w kolejności opublikowana książka pióra tej słynnej brytyjskiej pisarki, uznawana za najtrudniejszą w odbiorze przez współczesnego czytelnika. Nie jest to bowiem jedynie historia o miłości i konwenansach, ale także (a może przede wszystkim) próba zwrócenia uwagi ówczesnego społeczeństwa na powszechny upadek moralności i odejście od powszechnie wyznawanych wartości.

Główną bohaterkę powieści, Fanny Price, poznajemy jako dziesięcioletnią dziewczynkę, która właśnie trafia pod opiekę ciotki, żony bogatego pana Bertrama. W ciągu kolejnych kilku lat ich dwór, Mansfield Park, staje się dla Fanny prawdziwym domem, a ona sama nabiera manier i zdobywa stosowne dla jej pozycji wykształcenie. Dziewczyna wyrasta na inteligentną i bystrą, choć jednocześnie nieśmiałą, niepewną siebie i zakompleksioną młodą kobietę. Choć wszyscy (z wyjątkiem drugiej ciotki, pani Norris) są jej życzliwi, prawdziwą przyjaźń nawiązuje jedynie z młodszym synem Bertramów, Edmundem. Życie w Mansfield Park toczy się spokojnie i leniwie aż do czasu, gdy pojawia się w nim rodzeństwo Crawfordów. Piękna Mary oraz czarujący Henry wprowadzają w uporządkowane życie bohaterów chaos i wywołują skandal, po którym życie całej rodziny zmienia się już na zawsze.

Na tle bohaterek innych powieści autorstwa Jane Austen, jak choćby Elizabeth z „Dumy i uprzedzenia” czy Marianny i Eleonory z „Rozważnej i romantycznej”, Fanny Price wypada wyjątkowo blado. Jest aż do bólu skromna i wstydliwa, a jej poczucie własnej wartości właściwie nie istnieje. Z drugiej jednakże strony, ma niebywale silny kręgosłup moralny i nic ani nikt nie jest w stanie zmusić jej do postępowania wbrew swoim zasadom. Podczas pierwszej lektury tej książki, wielokrotnie irytowała mnie brakiem woli do walki o własne szczęście i ukochanego mężczyznę. Jednak przy ponownym spotkaniu z „Mansfield Park” spojrzałam na nią z dużo większym zrozumieniem i współczuciem.

Dużą zaletą powieści są sylwetki pozostałych bohaterów, a przede wszystkim fakt, że próżno szukać tu postaci jednoznacznie złej. Nawet ci zepsuci i zdemoralizowani mają swoje zalety, a ich postępowanie wynika ze złych wzorców wyniesionych z dzieciństwa i niewłaściwego wychowania. Na kartach książki wielokrotnie można napotkać dyskusje na temat moralności oraz norm postępowania toczone przez Edmunda i Mary, z których jedna strona reprezentuje stanowisko samej autorki broniącej dawnych wartości, a druga nowoczesne lekceważące spojrzenie na przestarzałe zasady.

Podobnie jak pozostałe powieści Austen, „Mansfield Park” doczekał się kilku adaptacji filmowych, z czego najsłynniejsze pochodzą z 1999 i 2007 roku. Do tej pory miałam okazję dwukrotnie obejrzeć nowszą wersję z Billie Piper, która wcieliła się w rolę Fanny. Muszę przyznać, że choć za pierwszym film całkiem mi się spodobał, tak za drugim (tuż po lekturze książki) niestety rozczarowały mnie zmiany, jakie wprowadzono w postaci głównej bohaterki. Cicha i obdarzona wyjątkowo słabym zdrowiem Fanny, w wykonaniu Piper jest krzepką, nieustannie roześmianą dziewczyną, która w niemal każdej scenie biega z jednego miejsca w drugie, przypominając nieco 5-latkę z ADHD, a nie dobrze wychowaną panienkę z dobrego domu.

Jeśli jeszcze nie czytaliście „Mansfield Park”, serdecznie zachęcam Was do jego lektury. Dla miłośników XIX-wiecznej Anglii to pozycja obowiązkowa!

 


 

Julka (wspolnabiblioteczka):

http://wspolnabiblioteczka.blogspot.com/2012/07/mansfield-park-jane-austen.html

 

Przyznaje, że z trudem przedzierałam się przez pierwszą część książki. Nie znam  historii życia codziennego angielskiej arystokracji na tyle, żeby stwierdzić, na ile zorganizowanie domowego teatru było wielkim nietaktem obyczajowym. Pewnie dlatego cale to zamieszanie odebrałam jako mało znaczące zawracanie głowy.

Gorzej, bo nie byłam w stanie polubić głównej bohaterki. Fanny Price jest ubogą kuzynką wychowującą się w domu bogatych krewnych. Ma w bród jedzenia, ubrań, otrzymuje dobre wykształcenie i uwagę ze strony dorosłych. Brakuje w tym wszystkim tylko miłości. Jest jeszcze ciotka Norris, która na każdym kroku przypomina jej o jej gorszej pozycji społecznej. Nic dziwnego, że dziewczyna nabawiła się w końcu kompleksu niższości. W dodatku jest wydelikacona i płaczliwa. No i jak tu czytać o takiej bohaterce! Doskonale rozumiem  pana Bertram, kiedy prawi siostrzenicy kazanie o straconej życiowej szansie. To rzeczywiście  wyglądało na głupi upór z jej strony, albo strach przed zmianami, a nie na złamane serce.

Dużo bardziej odpowiada mi filmowa Fanny (wersja z 1999), jest w niej więcej życia i potrafi umotywować swoje "nie" wobec innych. Taką Fanny rozumiem. Chociaż sam film też nie jest bez wad. Scenarzysta zrobił z pana Bertrama potwora, choć w powieści było wyraźnie zaznaczone, że był to dżentelmen godny szacunku, obowiązkowy i odpowiedzialny, choć może czasami srogi. Jest jeszcze wersja z 2007 roku, ale dla mnie to lekka pomyłka. Tutaj twórcy filmy przedobrzyli w "ożywianiu" postaci Fanny. Nie bardzo mi też pasuje typ urody aktorki do filmu kostiumowego. Jako Rose, towarzyszka doktora Who była wspaniała, ale jako Fanny... nie, nie jestem przekonana. I to bieganie z rozpuszczonymi włosami. Kto tak się czesał w XIX wieku? Nie wiem jak Wam, ale mnie przeszkadzają takie niedociągnięcia. 

 

sobota, 21 lipca 2012

 

Jane Austen, Mansfield Park

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka, 1995

 

Wprowadzenie do dyskusji o "Mansfield Park" Jane Austen przygotowała dla nas Adriana Agnieszka (manuskrypt1). Bardzo serdecznie jej dziękujemy i zapraszamy wszystkich do przeczytania recenzji, a także dzielenia się z nami swoimi wrażeniami na temat powieści!

 

Jak pisze Anna Przedpełska – Trzeciakowska w swoim przedsłowiu do tej powieści, ta książka jest uważana za najtrudniejszą powieść dla polskiego czytelnika i dlatego za najmniej znaną i lubianą.  Trudności może przysporzyć głębokie osadzenie  świata przedstawionego w realiach osiemnastowiecznej Anglii,  które nie są tak dobrze znane Polakom. Mnie osobiście ta książka nie przypadła do gustu, ale nie sprawiło to kłopotów ze zrozumieniem sensu tej powieści. Może dlatego, że na studiach omawialiśmy twórczość Jane Austen na zajęciach z literatury powszechnej?  I to mnie irytuje, że przez dużą część czytelników Jane Austen jest uważana za pisarkę, która pisze powieści  lekkie i przyjemne, porównywane z harlequinami.  A mnie najbardziej ujmuje w niej właśnie to osadzenie w realnym świecie Anglii, cięty język i szyderstwo odnoszące się do społeczeństwa angielskiego.  Klimat jej powieści można kochać lub nienawidzić. Jednych opisy strojów, zachowań, konwenansów mogą doprowadzić do stanu uśpienia, inni będą to traktować, jako źródło informacji na temat kultury i obyczajów obecnych w pierwszej połowie XIX wieku w Anglii.

Ale odbiegłam trochę od tematu. Autorka przenosi nas do przełomu XVIII I XIX-wiecznej Anglii. Czasu długich, niewygodnych sukien, bali, przyjęć, podwieczorków, przepychu i bogactwa. Ale też obok tego życia równolegle toczyło się w skrajnej nędzy i ubóstwie, co zostało ukazane na przykładzie rodziny Fanny Price. W tej powieści zestawiono ze sobą dwa kontrastowe światy i wszystko inne jest temu przypisane. Bohaterowie również. Są albo bardzo dobrzy, albo źli. I to jest jedna z kilku spraw, które powodują, że nie pałam zachwytem nad tą powieścią, a wręcz nie lubię jej.  Bohaterowie nie są realni. Zgodnie z głównym przesłaniem książki, czyli wszystko co nowe i nie pasujące do powszechnie panujących zasad jest naganne i prowadzi do zepsucia. Z kolei jedynie to co hołduje tradycjom, dobremu smakowi i wyczuciu może być dobre. 

Osobowość Fanny Price  zaczęła działać mi na nerwy. Początkowo jej nieśmiałość i niepewność siebie była zrozumiała, w końcu znalazła się w nowym miejscu z praktycznie obcymi ludźmi. Lecz kiedy okazało się, że nie potrafi myśleć samodzielnie, tylko posiłkuje się twierdzeniami innych, miałam dość.  I naprawdę chciałam rzucić  tę książkę. To takie „ciepłe kluchy”, które w ogóle nie żyją, ale wegetują. Podobny problem jest z Anną z „Perswazji”.

Kolejnym minusem było dla mnie ograniczenie świata przedstawionego do jednego majątku i tych samych bohaterów. Prawie cała akcja dzieje się tylko i wyłącznie w Mansfield Park. Bohaterowie tak jakby zostali zamknięci w grocie. A to akurat było cechą charakterystyczną powieści tendencyjnych. Chociaż to mogę sobie jeszcze wytłumaczyć, iż „Mansfield Park” jest przestrogą przed „niszczeniem zasad i tradycji istniejących od pokoleń” (cytat z przedsłowia). Dlatego autorka nie dopuszcza tutaj żadnych innych „pogłosek” z prawdziwego świata. Chociaż to tylko ja mogę to sobie tak tłumaczyć. Ale mówiąc szczerze, to po przeczytaniu innych powieści Jane Austen, nie spodziewałabym się tego po niej.

Podsumowując: „Mansfield Park” brakuje stylu i atmosfery, do jakich przyzwyczaiła nas autorka. Niektóre momenty są niepotrzebne, powodują, że ma się ochotę odłożyć książkę i przestać czytać. Akcja zaczęła się rozkręcać pod koniec powieści, nad czym bardzo ubolewam. Trudno mi się ją czytało, mimo, że to któryś raz z kolei. Nie widzę w tej powieści nic, co mogłoby mnie przekonać do siebie i co sprawiłoby, że polubiłam tę powieść.

 

środa, 27 czerwca 2012

 

Dzięki Julce (wspolnabiblioteczka) możemy się zapoznać też z drugą ekranizacją "Rozważnej i romantycznej":

 



Niedawno, po raz kolejny, obejrzałam miniserial BBC Rozważna i Romantyczna (wersja z 2008). Andrew Davies dodał do adaptacji powieści Jane Austen kilka scen, których nie ma w książce. Uważam, że akcja książki tak naprawdę nie wymaga ulepszeń, jednak nie mam nic przeciwko dodanym scenom. Pierwsza z nich to namiętna scena pomiędzy Elizą i Willoughby. Ponieważ została umieszczona na początku serialu, myślę, że nie jeden widz zastanawiał się, czy przypadkiem nie pomylił kanału telewizyjnego. Mój mąż, którego kiedyś zmusiłam do obejrzenia jednej z adaptacji powieści Austen, oświadczył, że byłoby to interesujące, gdyby chociaż w scenariuszy była jakaś bitwa, no choćby pojedynek. Bardzo proszę - pojedynek jest. W książce pułkownik Brandon tylko napomyka Elizie o tym wydarzeniu. Autor scenariusza postanowił dodać całą scenę. Dlatego też pułkownik Brandon pojawia się na balu w Londynie, czego również nie było w powieści.

To może w takim razie powiem jaka była moja ulubiona scena. Na początku rodzina Johna Daswood jedzie powozem do rezydencji zmarłego ojca. Po drodze małżonkowie dyskutują o wysokości uposażenia macochy i przyrodnich sióstr Johna. Jego żona Fanny wyrzuca mężowi, że jest zbyt hojny. Na przeciwko siedzi rumiany synek państwa Daswood - Harry i coś zajada ze smakiem, pewnie ciasteczka. Wspaniały przykład rozpieszczonego jedynaka.   Fanny mówi z czułością do syna "nie pozwolimy tacie cię zagłodzić".  W tym kontekście brzmi to zabawnie i co tu dużo mówić, trochę obłudnie.

Edward w powieści Jane Austen jest nieśmiały, raczej mało przystojny i nie potrafi błyszczeć w towarzystwie. Serialowy Edward jest przystojny, ma żywe usposobienie, jest pewny siebie, potrafi być zabawny, a kiedy natrafia na życiowe przeszkody ogarnia go gniew. Moim zdaniem jest to zmiana na lepsze, ale pewnie niektórym fanom może to się nie spodobać. Aktorki grające Elinor i Marianne były moim zdaniem bardzo dobrze dobrane - obie młode i ładne. Pani Daswood też wygląda na 40-latkę, tak jak to powinno być. 

Znalazłam blog ze zdjęciami z planu filmowego.

 

Oglądaliście tę wersję? Co o niej myślicie? Zapraszamy do dyskusji, a Julce serdecznie dziękujemy!

 

sobota, 23 czerwca 2012

 

Tekst otwierający dzisiejszą dyskusję zawdzięczamy Danusi (avo_lusion). Zapraszamy do czytania i dzielenia się z nami swoimi wrażeniami na temat filmu "Rozważna i romantyczna" w reżyserii Anga Lee.

 

Co takiego mają w sobie Brytyjczycy, że zaledwie skinieniem palca, czy też jednym grymasem, oddają cały klimat powieści wiktoriańskich? Ich ekranizacje przenoszą nas w te odległe czasy i niejednokrotnie wbijają w fotel. A czy coś wyjątkowego dzieje się na ekranie? Ot, dramaty, jakich wiele. Namiętności, trudna miłość, konwenanse… A jednak. Nie sposób się oderwać. Zacierają się granice światów, widz zapomina, że jednak XXI wiek wolny jest od wymyślonych problemów panien z zamożnych domów… I tak oto widz patrzy jak urzeczony i wzdycha… A jest do czego!

 

Rozważna i romantyczna w reżyserii Ang Lee to po prostu uczta. Zarówno dla miłośników powieści Jane Austen, jak i dla wielbicieli filmów kostiumowych. Zniewala nas dosłownie wszystko – od plejady gwiazd począwszy, a skończywszy na świetnych dialogach i zdjęciach.

 

Dla Brytyjskich aktorów zagranie w ekranizacji tak wybitnej i lubianej powieści musiało być zaszczytem. I zapewne miłym spotkaniem na planie, gdzie pojawiły się takie gwiazdy jak Kate Winslet, Emma Thompson, Hugh Grant, czy wreszcie Alan Rickman.

 

Widać po ich lekkiej, ale zaangażowanej grze, że zbudowanie postaci było wyzwaniem, ale takim, które nie zniechęca. Każde z nich oddało swojej postaci całe serce. Kate Winslet w roli romantycznej nie jest ani odrobinę przesadzona – ona dosłownie staje się emocjonalną siostrą, która kocha do szaleństwa i zatraca się we własnych namiętnościach. Jej blada cera i niesforne, rude loki, dodają jej nieodpartego uroku, który tak bardzo pasuje do epoki i panującej mody.

 

Nie inaczej wzrusza i rozczula Hugh Grant w roli Edwarda Ferrara. Zadajemy sobie pytanie: czy tacy mężczyźni w ogóle istnieją? Uprzejmi, szarmanccy, przystojni, a do tego tak rozkosznie nieśmiali… Trzeba przyznać, że Grant użył na potrzeby roli całego swojego uroku, który ma wręcz magnetyczną siłę. Jego chłopięcy wyraz twarzy i wieczne zakłopotanie, wpasowują się w czasy, w których mężczyzna musiał być uprzejmy wobec kobiety i zabiegać o jej względy.

 

Za serce chwyta również historia pułkownika Brandona. Alan Rickman dowodzi tu swojego kunsztu, nadając postaci dozę dramatyzmu, ale i dojrzałego dystansu. Mężczyzna po przejściach nie zachowuje się jak zakochany szczeniak. Brandon samą swoją mimiką dosłownie topi serce, ale nie traci nic ze swojej męskości. Pułkownik zagrany przez Rickmana to postać pełna godności i cierpliwości, która zostaje nagrodzona. To jedna z najlepszych ról w karierze aktora.

 

Dobór aktorów do ról jest godny uznania. W filmie widzimy brzydkich i ładnych ludzi – a warto to docenić w dobie promocji młodości i wybielonych zębów. W Rozważnej i romantycznej mamy paletę charakterów i twarzy, które sprawiają, że całość wydaje się tym bardziej autentyczna.

 

Brytyjczycy zadbali dosłownie o wszystko. Piękne, malownicze krajobrazy, cudowne stroje, wytworne salony… Do tego mnóstwo komizmu sytuacyjnego, który jest miłą osłodą na tle niełatwych losów głównych bohaterów. Czy tak mogła to sobie wymarzyć Austen? Zapewne tak, bo filmy kostiumowe są zawsze dopieszczane i mają w sobie czar, któremu każdy widz pragnie ulec. Do tego dobry, ciekawy scenariusz, znakomita obsada – i arcydzieło gotowe. Jak zawsze pełne emocji i wzruszeń – ale bardzo prawdziwe! Obowiązkowy seans dla wszystkich miłośników podobnych klimatów… i w ogóle, dla wszystkich!



Autor: Danusia (avo_lusion)

ksiazkizbojeckie.blox.pl

 

1 , 2 , 3 , 4 , 5
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31



Dyskutują na blogu:

Agnieszka (krainaczytania)
Beata (felicja79)

Adriana Agnieszka (manuskrypt1)
Aurora
Danusia (avo_lusion)
Dorota Anna (zaczytania)
Dorota (polonisty)
Julka (wspolnabiblioteczka)
Kaye
Kasia
Lena
Maniaczytania
nusia00
zona.oburzona





Harmonogram dyskusji:


EMMA
25 marca 2012
dyskusja o „Emmie”
21 kwietnia 2012
dyskusja o ekranizacjach „Emmy”


ROZWAŻNA I ROMANTYCZNA
19 maja 2012
dyskusja o „Rozważnej i romantycznej”
23 czerwca 2012
dyskusja o filmie „Rozważna i romantyczna”


MANSFIELD PARK
21 lipca 2012
dyskusja o „Mansfield Park”
18 sierpnia 2012
dyskusja o ekranizacjach „Mansfield Park”


OPACTWO NORTHANGER
22 września 2012
dyskusja o „Opactwie Northanger”
20 października 2012
dyskusja o filmie „Opactwo Northanger”


DUMA I UPRZEDZENIE
17 listopada 2012
dyskusja o „Dumie i uprzedzeniu”
15 grudnia 2012
dyskusja o ekranizacjach „Dumy i uprzedzenia”


PERWAZJE
19 stycznia 2013
dyskusja o „Perswazjach”
16 lutego 2013
dyskusja o filmie „Perswazje”


SANDINTON
23 marca 2013
dyskusja o „Sanditon”


LADY SUSAN, WATSONOWIE
20 kwietnia 2013
dyskusja o „Lady Susan; Watsonowie”


ZAPRASZAMY SERDECZNIE!








Napisz do nas e-mail
Agnieszka
Beata





Szablon