Blogowy Klub Miłośników Jane Austen
Blog > Komentarze do wpisu

Zaręczyny cz. XIII i XIV

 

 XIII

 

„Droga Anno! — pisała Diana.  Twój list, codziennie przeze mnie oczekiwany, sprawił mi niewymowną radość. W zamian przesyłam Ci niezwykle udany portrecik pewnego młodzieńca, wart by obejrzało go jak najwięcej osób. Namalowała go moja przyjaciółka Kitty, której powiedziałam, że chciałabym pamiętać, komu zawdzięczam swoje wybawienie, w razie, gdyby mój narzeczony okazał się skończonym draniem.

(...)

Bardzo brakuje mi Twojego towarzystwa, bo tylko z Tobą mogę być zupełnie szczera. Mam nadzieję, że już wkrótce znowu się zobaczymy i wszystko będzie jak dawniej.

Twoja na zawsze

Diana”

 

Odpowiedź nadeszła szybciej, niż Diana mogłaby się spodziewać:

 

„Moja droga Diano!

Nie znajduję dla Ciebie słów podziękowania, ani własnych, ani cudzych. Wszyscy jesteśmy pod wrażeniem Twojej roztropności.

Podobiznę Millsa, którą mi nadesłałaś, pokazywałem wszystkim moim krewnym i znajomym, a także służbie i nawet obcym ludziom na ulicy, chociaż nie bardzo wierzyłem, że uda mi się jeszcze go odnaleźć - mógł przecież dawno wyjechać z Londynu. Jakież było moje zdumienie, kiedy kilka osób rozpoznało w nim aktora podrzędnego teatrzyku z M. Street. Udaliśmy się z Henrym na wieczorne przedstawienie i istotnie zobaczyliśmy na scenie mojego wroga, on jednak wcale nas nie zauważył. Wymknęliśmy się za kulisy, podczas gdy Mills wygłaszał jakiś długi monolog i kiedy schodził ze sceny, mocno go pochwyciliśmy i wyprowadziliśmy z powrotem, zmuszając go, by opowiedział publiczności o swoim bezeceństwie. Był tak zaskoczony, że nawet nie próbował się opierać, a obietnica złagodzenia kary w zamian za absolutną szczerość, rozwiązała mu język do tego stopnia, że widzowie nie mieli nam za złe przerwania przedstawienia, bo historia, którą ujawnił, była lepsza od tego, co niejeden autor potrafi wymyślić. Pikanterii dodawał fakt, że, zniesławiając mnie, działał na zlecenie pewnej osoby, której nazwisko jest w towarzyskich kręgach Londynu dość dobrze znane. Nie będę dłużej trzymał Cię w napięciu i zaraz Ci o wszystkim napiszę.  Tu następowało streszczenie opowieści Millsa, która dla Diany okazała się równie interesująca, co nieprzyjemna.  Ale o tym na razie nikomu ani słowa, chcę, żeby Twoi rodzice i sąsiedzi dowiedzieli się prawdy właśnie z jego ust. Specjalny posłaniec dostarczy burmistrzowi E. list od Millsa z prośbą o zebranie w Salach Ansamblowych, w najbliższą sobotę, o godzinie czternastej, wszystkich uczestników ostatniego balu, celem ujawnienia nowych, szokujących faktów na temat Edwarda Irvine’a. Tak rzadko macie okazję posłuchać o skandalach towarzyskich, że liczymy na pełen komplet widzów.

Czekałaś na mnie wystarczająco długo, zdradzę Ci więc, że ja też tam będę, a zatem - do zobaczenia, Diano!

Raz jeszcze dziękuję za Twoje zaufanie i wszystko, co dla mnie zrobiłaś.

Edward

 

P.S. Panna Anna Stone, która przekazała mi list od Ciebie, jest serdeczną przyjaciółką moich sióstr i bardzo pragnie Cię poznać, podobnie zresztą jak cała moja rodzina i znajomi, co może nastąpić już wkrótce, jeśli Twoi rodzice zgodzą się, byś spędziła zimę w Londynie. Jeśli nie masz krewnych czy przyjaciół, u których mogłabyś się zatrzymać, panna Stone bardzo chętnie udzieli Ci gościny. Nie martw się, że wcale jej nie znasz - to taka miła, dobrze wychowana i wykształcona osoba, że z pewnością przypadnie Ci do gustu. Niestety, nie będzie możliwe, przynajmniej na razie, byś zamieszkała u nas. Nie powinienem tego przed Tobą ukrywać, a czuję, że łatwiej będzie mi o tym napisać niż powiedzieć. Boleję nad tym bardzo, gdyż wiem, że sprawię Ci przykrość, ale lepiej będzie jeśli dowiesz się o tym zawczasu. Chodzi o mojego ojca. Jest to człowiek zasadniczy, przeczulony na punkcie pochodzenia i koneksji. Bardzo liczył na moje małżeństwo z Ludwiką. Nie wie on jeszcze, że, mimo pokrewieństwa z Mandevillami, pozycja Twojej rodziny nie jest równie wysoka i nie ośmielę się wyznać mu tego, zanim Cię dobrze nie pozna, gdyż mógłby się do Ciebie uprzedzić, a i tak nie potrafię przewidzieć, jaka będzie jego reakcja. Być może będzie potrzebował trochę czasu, żeby się do Ciebie przekonać. Ale nie obawiaj się go, Diano, mimo wszystko jest on jednak dżentelmenem i nie usłyszysz z jego ust nic, co mogłoby Cię zranić.”

 

Diana westchnęła i z ciężkim sercem schowała list do szuflady. Jak krótko trwało jej szczęście! Zaledwie odzyskała wewnętrzny spokój, a już na nowo musiała się lękać - nie, nie chłodnego przyjęcia w rodzinie Edwarda - ach, gdyby tylko o to chodziło, mogliby nią nawet gardzić! Zniosłaby wszystko, gdyby mogła być pewna, że Edward pod wpływem perswazji ojca nie zerwie zaręczyn. Tak łatwo dał się przekonać w tej kwestii jej, obcej przecież osobie, a cóż dopiero własnemu ojcu, który może go wydziedziczyć i pozbawić nazwiska.  

 

 

XIV

 

Diana martwiła się, że na spotkanie z Millsem przyjdzie zaledwie garstka osób, ucieszyła się więc na widok tłumu wypełniającego Sale Ansamblowe, trapiła ją jednak myśl, że jej triumf nie będzie pełny, gdyż wśród zebranych brakowało Mandevillów, którzy kilka tygodni temu wyjechali byli do Bath.

O godzinie czternastej burmistrz wprowadził do sali balowej Williama Millsa, a ten, zająwszy miejsce na podwyższeniu dla orkiestry, ukłonił się jak w teatrze i rzekł:

 Witam zgromadzonych tu panie i panów i dziękuję za tak liczne przybycie! Jeśli myślą państwo, że nikomu nie muszę się przedstawiać, to są państwo w błędzie. Nie nazywam się William Mills i nie zamierzam zostać pastorem. W rzeczywistości nazywam się Fryderyk Mulgrave i jestem aktorem londyńskiego teatru mieszczącego się przy M. Street 32, na którego przedstawienia, korzystając z okazji, serdecznie wszystkich zapraszam. Zapewne słyszeliście państwo o marnych gażach wypłacanych aktorom  w opowieściach tych nie ma ani krzty przesady i ja sam, gdybym chciał utrzymać się tylko z tego, co gram w każdy wieczór, nieustannie przymierałbym głodem. Nic zatem dziwnego, że wielu aktorów próbuje swojego szczęścia w hazardzie, wygrywając od czasu do czasu niewielkie sumki, częściej jednak popadając w długi. Rozglądając się za mniej ryzykownym zajęciem, wpadłem na pomysł wygłaszania przemów na różnego rodzaju uroczystościach, oczywiście za przyzwoitą opłatą. Zamieściłem w gazecie stosowne ogłoszenie, a później zadowoleni klienci polecali mnie jedni drugim, tak że zyskałem sobie w stolicy pewną renomę. Po jednym z takich wystąpień podeszła do mnie pewna młoda i bardzo elegancka dama i spytała, czy nie zechciałbym przyjąć od niej zlecenia. Wiązało się to z dość dalekim wyjazdem, ale zaproponowała tak wysoką sumę, że byłbym głupcem, gdybym się nie zgodził. Tą damą była panna Ludwika de Mandeville i zależało jej ogromnie na skompromitowaniu narzeczonego, który zaręczył się z jej kuzynką. To ona wymyśliła całą tę historię z Williamem i Fanny Mills, ja ją tylko ubrałem w słowa i opowiedziałem.

Na twarzach słuchaczy odbił się wyraz zdumienia i przerażenia i gdy jedni milczeli, niezdolni wymówić ani słowa, inni głośno zwierzali się ze swych myśli, wśród których powtarzała się niezmiennie ta jedna: „To niemożliwe! Niemożliwe!”

 Przyznaję, że zachowałem się haniebnie  ciągnął Mulgrave.  Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć tylko to, że nie znałem wówczas pana Irvine’a i nie wiedziałem, jaki to prawy i szlachetny człowiek, a dowodem jego wspaniałomyślności niech będzie fakt, że wszystko mi wybaczył i obiecał nie wszczynać przeciwko mnie procesu o zniesławienie, jeśli publicznie wyjawię motywy mojego postępowania, co też właśnie czynię. Pozostaje mi tylko przeprosić państwa za celowe wprowadzenie ich w błąd i błagać o wybaczenie pannę Dianę Fawkes, której moje fałszywe oskarżenie wyrządziło największą krzywdę.

Spojrzenia wszystkich zwróciły się teraz ku Dianie. Skinęła lekko głową na znak, że wybacza. Jeśli Edward wykazał się w stosunku do swego wroga wielkodusznością, nie było powodu, by ona miała potraktować go inaczej.

 Dziękuję pani  powiedział Mulgrave z zadowoleniem.  Teraz wypada mi się już z państwem pożegnać, ale proszę się nie rozchodzić: przedstawienie jeszcze się nie skończyło.

Ledwie zdążył ukłonić się i wyjść, a już na salę wszedł Edward. Diana poczuła gwałtowne bicie serca i w przypływie radości nie mogła powstrzymać się, by nie pomachać ukochanemu na powitanie. Edward uśmiechnął się i skłonił się w jej stronę, w geście pełnym szacunku i adoracji.

 Drodzy sąsiedzi! - zaczął, stanąwszy na podwyższeniu.  Nie umiem przemawiać tak pięknie jak pan Mulgrave, wyznaczyłem sobie zatem niełatwą rolę, okazałbym się jednak niewdzięcznikiem, jeśli, przebywając w tak licznym zgromadzeniu, nie podziękowałbym mojej niezrównanej narzeczonej, która nigdy nie przestała we mnie wierzyć i dzięki której mogłem oczyścić się z zarzutów. Gdyby nie podobizna pana Mulgrave, którą przysłała mi do Londynu, Bóg raczy wiedzieć, czy kiedykolwiek bym go odnalazł...

 Tak, ale to ja ją namalowałam  wtrąciła głośno Kitty.  Gdyby nie ja...

 Być może, młoda damo  przerwał Fryderyk Mulgrave, wtykając głowę przez drzwi  ale czy nigdy nie wątpiła pani w niewinność pana Irvine’a?  spytał i Kitty umilkła, zmieszana.

Zresztą, nie tylko ona miała powód do wstydu. Każdy zdał sobie sprawę, że zbyt pochopnie osądził Edwarda i jął przekonywać sąsiadów, że było zupełnie inaczej, „gdyż niepodobna, by tak miły i grzeczny dżentelmen, syn człowieka, który zajmuje odpowiedzialne stanowisko, miał dopuścić się tak strasznego czynu. Od początku było wiadomo, że Mills kłamie, och, doprawdy, nie można go było słuchać ani na niego patrzeć. Nieznośny fircyk i to w dodatku w bardzo złym guście!”

 Szanowny panie!  zwrócił się do Edwarda burmistrz, wspinając się na podwyższenie w obawie, że ktoś mógłby go uprzedzić  Proszę mi wybaczyć, zaszło fatalne nieporozumienie, ale zostałem wprowadzony w błąd! Mam nadzieję, że nie chowa pan do mnie urazy. Będę zaszczycony, gdyby zechciał pan gościć dziś u mnie na obiedzie.

 Dziękuję, bardzo pan łaskaw, ale najpierw muszę złożyć wizytę narzeczonej.

 To może jutro?

 Jutro? Hmm  i nim zdążył odpowiedzieć, z tłumu posypały się kolejne propozycje.

 Proszę państwa, dziękuję za zaproszenia, ale chciałbym najpierw odpocząć po podróży  odparł, po czym zszedł, żeby przywitać się z Dianą i jej rodzicami.

 Czy mogę zjawić się dzisiaj u państwa na obiedzie?  spytał.

 Zawsze był pan u nas mile widzianym gościem  oznajmił uprzejmie pan Fawkes, ciesząc się, że udało mu się zdystansować burmistrza.

Diana ujęła narzeczonego pod ramię i cała czwórka opuściła Sale Ansamblowe.

Służąca Fawkesów na widok Edwarda przybrała tak zdziwioną minę, że wszyscy się roześmieli.

 Chodź, Betsy, zaraz ci wszystko wytłumaczę  powiedziała matka Diany, prowadząc służącą do kuchni. - Wyobraź sobie...

W porze obiadu Edward mówił państwu Fawkes o szczegółach poszukiwania i odnalezienia Millsa i poprosił ich o pozwolenie na wyjazd Diany do Londynu.

 Co ty na to, mój drogi?  spytała pani Fawkes.  Ja osobiście nie mam nic przeciwko temu.

Wiem, że Greyowie razem Charlottą mają zamiar odwiedzić w grudniu swoją starszą córkę  Amandę, Diana mogłaby zabrać się razem z nimi. Słyszał pan może o rodzinie Caldwell z B. Street? Amanda wyszła za ich syna, Tomasza Caldwella, to bardzo miły młodzieniec i szkolny kolega naszego Jima.

 Przykro mi, nie słyszałem.

 W takim razie będzie miał pan okazję poznać ich osobiście, bo i ja nie widzę powodu, dla którego Diana nie miałaby jechać - rzekł pan Fawkes.

Edward uśmiechnął się do Diany, a ona odwzajemniła jego uśmiech, ale w jej sercu odżyły dawne obawy, którymi podzieliła się z narzeczonym dopiero podczas samotnego spaceru po okolicy.

 Edwardzie, co będzie, jeśli twój ojciec nie zgodzi się na nasz ślub?  spytała z troską.

 To w żaden sposób nie wpłynie na moją decyzję; nie po tym, co dla mnie zrobiłaś  uspokoił ją.

 A jeśli on, jeśli...  nie śmiała dokończyć zdania, ale Edward wyczytał resztę z jej twarzy.

 Moja droga Diano, po co od razu myśleć o najgorszym? Bądź przed nim tak spięta i małomówna, jak przy dzisiejszym obiedzie, a uzna, że posiadasz doskonałe maniery i nie będzie chciał słyszeć o innej kandydatce na synową  rzekł wesoło.

 Dobrze wiem, że nie jestem ani w połowie tak ładna, jak Ludwika  westchnęła.

Edward przystanął i dokładnie się jej przyjrzał.

 Więc jesteś zazdrosna o jej urodę?

Diana milczała. Czy miała się przyznać do tego, że jest trochę próżna?

 W takim razie wiedz, że ona jest zazdrosna o twoją.

Diana spojrzała na niego z niedowierzaniem.

 Chcesz usłyszeć, jaka była jej reakcja, kiedy powiedziałem jej, że zamierzam ci się oświadczyć? „Nie wiem, doprawdy, co ci mężczyźni w niej widzą.” Tak było, Diano.

 Ale w Londynie przykłada się do kobiecej urody inną miarę.

 W Londynie potrzebujemy od czasu do czasu powiewu czystego, wiejskiego powietrza. Nie zmuszaj mnie do tego, żebym zdradził przyjaciela i wyznał ci, że Henry był tobą zachwycony, a powiadam ci, że widział w życiu wiele pięknych panien. Oczywiście żadne słowo nie jest w stanie przekonać kobiety bardziej niż jej własne odbicie w lustrze, może więc kiedy przymierzysz to, co chcę ci dać, uwierzysz mi, że mówię prawdę.

 Co to takiego? - spytała, zaintrygowana.

 Zobaczysz, kiedy przyjdziecie dziś do mnie na herbatę. Możesz być spokojna  roześmiał się  to nie jest fortepian!

Jak się okazało, był to orientalny naszyjnik wykonany z różnobarwnych kamieni, który doskonale pasował do zaręczynowej bransoletki Diany. 

 Z tą różnicą, że wart jest o wiele, wiele więcej  powiedział Edward, zapinając go Dianie na szyi. - I co, czy lustro, nie mówi ci, że ślicznie wyglądasz? - szepnął.

Diana zarumieniła się i szybko odeszła od lustra. Edwarda bawiło niezmiernie jej zawstydzenie, dlatego powtórzył głośno, tak, by mogli go usłyszeć służący i państwo Fawkes:

 Czy moja narzeczona nie jest śliczna?

Dla nich brzmiało to jak wyznanie zakochanego, ale Diana była zbyt rozsądna, by wierzyć, że kryje się za tym coś więcej niż poczucie wdzięczności i galanteria.

 

 

prawa autorskie zastrzeżone przez Dorotę Trąbkę



niedziela, 16 czerwca 2013, krainaczytania

Polecane wpisy

  • Zaręczyny cz. X i XI

    X Tymczasem w Salach Ansamblowych burmistrz na próżno starał się przywrócić nastrój zabawy. Po ujawnieniu skandalicznego zachowania Edwarda Irvine’a, kt

  • Zaręczyny cz. IX

    IX Przyjazd sióstr pana Irvine’a został odłożony ze względu na chorobę ich bliskiej przyjaciółki. Fakt ten napełnił rozczarowaniem całą okolicę, obie bow

  • Zaręczyny cz. VII i VIII

    VII Lotem błyskawicy (za sprawą podsłuchujących pod drzwiami służących) rozeszła się w sąsiedztwie wiadomość, że pan Irvine porzucił narzeczoną dla jej kuzynk

TrackBack
TrackBack URL wpisu:



Dyskutują na blogu:

Agnieszka (krainaczytania)
Beata (felicja79)

Adriana Agnieszka (manuskrypt1)
Aurora
Danusia (avo_lusion)
Dorota Anna (zaczytania)
Dorota (polonisty)
Julka (wspolnabiblioteczka)
Kaye
Kasia
Lena
Maniaczytania
nusia00
zona.oburzona





Harmonogram dyskusji:


EMMA
25 marca 2012
dyskusja o „Emmie”
21 kwietnia 2012
dyskusja o ekranizacjach „Emmy”


ROZWAŻNA I ROMANTYCZNA
19 maja 2012
dyskusja o „Rozważnej i romantycznej”
23 czerwca 2012
dyskusja o filmie „Rozważna i romantyczna”


MANSFIELD PARK
21 lipca 2012
dyskusja o „Mansfield Park”
18 sierpnia 2012
dyskusja o ekranizacjach „Mansfield Park”


OPACTWO NORTHANGER
22 września 2012
dyskusja o „Opactwie Northanger”
20 października 2012
dyskusja o filmie „Opactwo Northanger”


DUMA I UPRZEDZENIE
17 listopada 2012
dyskusja o „Dumie i uprzedzeniu”
15 grudnia 2012
dyskusja o ekranizacjach „Dumy i uprzedzenia”


PERWAZJE
19 stycznia 2013
dyskusja o „Perswazjach”
16 lutego 2013
dyskusja o filmie „Perswazje”


SANDINTON
23 marca 2013
dyskusja o „Sanditon”


LADY SUSAN, WATSONOWIE
20 kwietnia 2013
dyskusja o „Lady Susan; Watsonowie”


ZAPRASZAMY SERDECZNIE!








Napisz do nas e-mail
Agnieszka
Beata





Szablon