Blogowy Klub Miłośników Jane Austen
Blog > Komentarze do wpisu

Zaręczyny cz. IX

 

IX

 

Przyjazd sióstr pana Irvine’a został odłożony ze względu na chorobę ich bliskiej przyjaciółki. Fakt ten napełnił rozczarowaniem całą okolicę, obie bowiem panie miały być główną atrakcją Balu Burmistrza, organizowanego corocznie w Salach Ansamblowych i wyczekiwanego z niecierpliwością przez wszystkie młode damy i ich matki. Najmniejsze zmartwienie (nie licząc oczywiście Mandeville’ów) przejawiał sam Edward, któremu każda zwłoka w przedstawieniu Diany członkom swojej rodziny była bardzo na rękę. Również Miriam i Jane dalekie były od przygnębienia: nie stęskniły się za bratem na tyle, by cierpieć z powodu przedłużającej się rozłąki, prowincjonalna zabawa nie stanowiła dla nich wielkiej rozrywki, a nieobecność na balu, jak się później okazało, zaoszczędziła im przykrości, której musiałyby doznać za sprawą pewnego zdarzenia.

Bawiono się w najlepsze, kiedy na sali pojawił się młody, nieznajomy mężczyzna. Nie zwracając na siebie zbytniej uwagi, podszedł do burmistrza i poprosił o udzielenie mu głosu. Ponieważ zarówno wygląd, jak i maniery nowo przybyłego nie budziły zastrzeżeń, burmistrz uciszył orkiestrę i pozwolił mu przemówić.

— Panie i panowie! — odezwał się („bardzo przystojny” — jak zdążono zauważyć) młodzieniec. — Nazywam się William Mills i właśnie przyjechałem z Londynu. Wybaczcie mi, proszę, że zakłócam wam miłe chwile spędzane wśród przyjaciół i znajomych, czuję jednak, że moim obowiązkiem jest ostrzec was, iż, jak wilk między owce, wkradł się pośród was człowiek, pod pozorami dżentelmena skrywający nikczemny charakter, którego nieznajomość może przynieść fatalne skutki, o czym sam się przekonałem. Człowiek ten, któremu ufałem jak najlepszemu przyjacielowi, więcej nawet — jak bratu, za którego moralność gotów byłem ręczyć jak za swoją własną — tu przerwał, a z jego piersi wydobyło się głębokie westchnienie — namówił moją szesnastoletnią siostrę Fanny, by uciekła z nim do Szkocji.

Po sali przebiegł szmer zgrozy.

— Nie jest mi łatwo o tym mówić — ciągnął. — Co było dalej — nietrudno się domyśleć. Dość wspomnieć, że gdyby nie dobrzy ludzie, nie miałaby nawet za co wrócić do domu, gdyż łajdak zabrał jej nie tylko wszystkie pieniądze, które wzięła ze sobą, ale także biżuterię.

Sala zawrzała z oburzenia.

— Prędko, niech pan mówi, kto to taki, a przysięgam, że nie uniknie kary! — odezwał się zapalczywie burmistrz.

— Nie — odparł tamten. — Moralne zasady, którymi kieruję się w życiu, jak i mój przyszły zawód — pragnę bowiem zostać duchownym — każą mi wyrzec się zemsty. Sprawiedliwość zostawiam Bogu, ale nie mógłbym spać spokojnie, gdybym, dowiedziawszy się przypadkiem, że człowiek ten korzysta z waszej gościnności i być może planuje powtórzyć swój haniebny czyn, nie starał się mu zapobiec. A człowiekiem tym jest Edward Irvine.

Sala zamarła. Zdumienie, przerażenie, niedowierzanie. Spojrzenia wszystkich spoczęły na Edwardzie. Tylko Diana spuściła ciężko wzrok na kamienną posadzkę, a w jej głowie kłębiło się tysiąc myśli.

— To oszczerstwo! — powiedział Edward, blady jak śmierć. — Pierwszy raz widzę tego mężczyznę! Zapewne chodzi o kogoś innego, o takim samym nazwisku.

Diana z nadzieją podniosła oczy na narzeczonego.

— Choćbyś wyrzekł się przyjaciela i kobiety, którą tak bezlitośnie skrzywdziłeś — rzekł William Mills — czy możesz zaprzeczyć, że twoim ojcem jest Samuel Irvine?

— Zaprzeczyć nie mogę, ale to oszczerstwo! — powtórzył Edward. — Nie znam...

— Dość tego, panie, nie jesteś tu mile widzianym gościem — przerwał burmistrz.

Edward odwrócił się i szybkim krokiem wyszedł z sali. Diana zerwała się ze swojego miejsca i, nim ktokolwiek zdążył ją zatrzymać, wybiegła za nim na pogrążone w półmroku schody. Zawołała go po imieniu. Zatrzymał się i odwrócił w jej stronę. Policzki obojga płonęły.

— Edwardzie, czy to prawda, co mówił ten człowiek? — spytała drżącym głosem.

— Nie!

— Czy mogę ci zaufać?

Podszedł do niej, uścisnął obie jej dłonie i spojrzał w oczy.

— Nie mógłbym cię okłamać - powiedział.

— Zostań więc, to on musi odejść. Jeśli tam nie wrócisz, to będzie tak, jakbyś przyznał się do winy.

Pokręcił głową.

— Nie mogę, Diano. Nie potrafię się bronić, nie potrafię udowodnić mu, że kłamie. Muszę natychmiast wyjechać do Londynu i nie spocznę, dopóki nie dowiem się, kim jest ten człowiek i dlaczego tak bardzo mnie nienawidzi. Napiszę do ciebie, gdy tylko będę coś wiedział. Żegnaj, Diano. — Jeszcze raz uścisnął jej dłonie. — Oczekuj mojego listu.

— Nie mów „żegnaj” — zaprotestowała. — To brzmi tak, jakbyśmy nigdy nie mieli się już spotkać.

— A zatem — do zobaczenia.

— Do zobaczenia — rzekła smutno, odprowadzając go wzrokiem, dopóki całkiem nie zniknął jej z oczu. Po jej policzkach spłynęło kilka łez, ale szybko je otarła. Nie mogła sobie pozwolić na łzy, nie tu. Wyprostowała się, uniosła głowę i dumnie wkroczyła na salę balową. W jednej chwili zamilknął gwar rozmów i oczy wszystkich, także oczy Williama Millsa, zwróciły się w jej stronę. Diana zarumieniła się, ale nie straciła rezonu i zaczęła iść w stronę rodziców. Towarzyszyła jej absolutna cisza, którą przerwał w końcu pan Fawkes.

— Oczywiście zerwałaś zaręczyny? — zadał pytanie, na które każdy chciał znać odpowiedź.

— Oczywiście nie - odparła. — Nie wiemy przecież, czy ten człowiek mówi prawdę.

— Pani może nie dosłyszała — odezwał się uprzejmie brat Fanny, zbliżając się w ich kierunku. — Nazywam się William Mills...

— William Mills albo John Smith — przerwała gwałtownie Diana — cóż to dla nas znaczy? Znamy pana Irvine’a od kilku miesięcy, pana - od kilku minut. Szaleństwem byłoby wierzyć nieznajomemu.

— A zatem żąda pani dowodu? Jest dowód. Ma go pani przy sobie. Bransoleta, którą pani nosi, należała do mojej biednej siostry, została jej skradziona przez Edwarda. Nie muszę chyba prosić panią, by mi ją oddała, gdyż poczucie przyzwoitości... — Wyciągnął rękę po bransoletę, ale Diana odwróciła się gniewnie i rzucając rodzicom krótkie „Wychodzimy!”, ruszyła do wyjścia.

— Diano, tak nie można - zatrzymała ją matka. — Trzeba to oddać.

— Jeśli oddam, to tylko do rąk własnych — powiedziała Diana i wyszła z sali.

Całą drogę do domu pokonali w milczeniu, ledwie jednak weszli do sieni, pani Fawkes wybuchnęła:

— Co za straszliwa hańba, co za potworne upokorzenie! Jakże moja siostra i szwagier będą triumfować, że nas to spotkało! I w głowie mi się nie mieści, że pan Irvine okazał się takim...

— Mamo — nie pozwoliła jej dokończyć Diana — jak mogłaś uwierzyć w te brednie?! Rozmawiałam z Edwardem, patrzył mi prosto w oczy, zapewnił mnie, że to wszystko nieprawda.

— Ale ta bransoleta! Skąd obcy człowiek wiedziałby, że dostałaś ją od Edwarda?

— Nie wiem. Może...

— Moje drogie dziecko — odezwał się pan Fawkes. — Bez względu na to, czy Edward jest winny, czy nie, powinnaś zerwać zaręczyny z mężczyzną, na którym ciąży tak poważne oskarżenie. Jeśli tego nie zrobisz, cała okolica weźmie cię na języki.

— Nie zerwę z Edwardem, to byłby dla niego dodatkowy cios. Musi wiedzieć, że jest w E. ktoś dla niego życzliwy, ktoś, kto darzy go prawdziwą przyjaźnią.

— Bardzo to wszystko szlachetne, ale pomyśl — czy on zachowałby się wobec ciebie tak samo? Czy nie wolałby raczej oddalić się od ciebie, dopóki nie wyjaśniłoby się, że nie okryłaś się hańbą?

— Gdyby istotnie był dżentelmenem — dodała pani Fawkes — to w obecnej sytuacji sam zerwałby zaręczyny, by nie narażać twojej reputacji. Ale on myśli tylko o sobie.

Diana milczała, ale w duchu musiała przyznać rodzicom rację. Spuściła głowę i odeszła do swego pokoju, by pogrążyć się w otchłani rozpaczy.

 

 

prawa autorskie zastrzeżone przez Dorotę Trąbkę



sobota, 18 maja 2013, krainaczytania

Polecane wpisy

  • Zaręczyny cz. XV, XVI i XVII

    XV Kilka dni później nadeszła długo oczekiwana korespondencja od Jima, ale jej ton nie był tak pogodny jak poprzednich. Pan Fawkes drżącym z przejęcia głosem o

  • Zaręczyny cz. XIII i XIV

    XIII „Droga Anno!— pisała Diana. —  Twój list, codziennie przeze mnie oczekiwany, sprawił mi niewymowną radość. W zamian przesyłam Ci

  • Zaręczyny cz. XII

    XII Zdrowy rozsądek nie pozwolił jednak Dianie zbyt długo cieszyć się z listu. Im więcej zastanawiała się nad sposobem, w jaki Edward i Henry mieliby poznać t

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2013/05/18 14:49:13
W "otchłani rozpaczy" to pogrążąła się Ania z Zielonego Wzgórza;).
-
felicja79
2013/05/18 17:22:45
Jaki zwrot akcji! Nie spodziewałam się :-).



Dyskutują na blogu:

Agnieszka (krainaczytania)
Beata (felicja79)

Adriana Agnieszka (manuskrypt1)
Aurora
Danusia (avo_lusion)
Dorota Anna (zaczytania)
Dorota (polonisty)
Julka (wspolnabiblioteczka)
Kaye
Kasia
Lena
Maniaczytania
nusia00
zona.oburzona





Harmonogram dyskusji:


EMMA
25 marca 2012
dyskusja o „Emmie”
21 kwietnia 2012
dyskusja o ekranizacjach „Emmy”


ROZWAŻNA I ROMANTYCZNA
19 maja 2012
dyskusja o „Rozważnej i romantycznej”
23 czerwca 2012
dyskusja o filmie „Rozważna i romantyczna”


MANSFIELD PARK
21 lipca 2012
dyskusja o „Mansfield Park”
18 sierpnia 2012
dyskusja o ekranizacjach „Mansfield Park”


OPACTWO NORTHANGER
22 września 2012
dyskusja o „Opactwie Northanger”
20 października 2012
dyskusja o filmie „Opactwo Northanger”


DUMA I UPRZEDZENIE
17 listopada 2012
dyskusja o „Dumie i uprzedzeniu”
15 grudnia 2012
dyskusja o ekranizacjach „Dumy i uprzedzenia”


PERWAZJE
19 stycznia 2013
dyskusja o „Perswazjach”
16 lutego 2013
dyskusja o filmie „Perswazje”


SANDINTON
23 marca 2013
dyskusja o „Sanditon”


LADY SUSAN, WATSONOWIE
20 kwietnia 2013
dyskusja o „Lady Susan; Watsonowie”


ZAPRASZAMY SERDECZNIE!








Napisz do nas e-mail
Agnieszka
Beata





Szablon