Blogowy Klub Miłośników Jane Austen
Blog > Komentarze do wpisu

Zaręczyny cz. IV

 

IV

           

Edward spędzał w Londynie przyjemne chwile w gronie rodziny i przyjaciół i niespieszno mu było wracać do narzeczonej, zwłaszcza że jej list w sprawie fortepianu pozostawił w nim pewien niesmak. Dopiero po dwóch tygodniach wyruszył w podróż w towarzystwie sióstr, które jechały odwiedzić wujostwo w D., a gdyby zechciały odłożyć wizytę na później, i on zostałby w Londynie dłużej.

Wrócił do E. mile witany przez sąsiadów, otrzymał od razu dwa zaproszenia na podwieczorek, w domu czekało na niego kilka bilecików — wszystko to wprawiło go w wyśmienity humor, który zniknął zaraz po przeczytaniu listu od Diany. Jego ton był niepokojący. Edward zdziwił się, że pisze do niego Diana, a nie Ludwika. Czyżby...? Zostawiwszy bagaże w przedpokoju, wyszedł z domu i odjechał powozem w stronę miasta.

Służąca Fawkesów zaanonsowała Edwarda i po chwili wszedł on do salonu, wywołując rumieniec na twarzy Diany i szybsze bicie jej serca. Złożywszy wyrazy uszanowania całej rodzinie, zwrócił się bezpośrednio do niej:

— Panno Diano, chciała się pani pilnie ze mną widzieć. Co się stało? Czy Ludwika chora?

Matka i ojciec Diany spojrzeli z zaskoczeniem na córkę.

— Ludwika w dobrym zdrowiu — odezwała się niepewnie pani Fawkes.

— Chodźmy na spacer, wszystko panu wyjaśnię — odrzekła gorączkowo Diana, zrywając się z fotela i tak spiesznie wyprowadziła Edwarda z pokoju, że ledwie zdążył się pożegnać. Rodzice wymienili zdumione spojrzenia.

— Czy zrywa zaręczyny? — spytał Edward na schodach.

— Nie, a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo.

— Panno Diano, niech mnie pani nie trzyma w niepewności, nie zniosę tego! Ma pani minę, jakby wydarzyło się coś strasznego!

— Niech się pan nie obawia — uśmiechnęła się blado — nic się nie stało. Chodźmy, tu nie możemy otwarcie rozmawiać.

Wyszli na ulicę.

— Niech mi pani przynajmniej powie, dokąd idziemy.

— Do zagajnika.

Całą drogę szli obok siebie w całkowitym milczeniu. Diana prawie omdlewała ze zdenerwowania, ale nie zaczęła mówić, dopóki nie dotarli na miejsce i nie upewniła się, że nikt ich nie słyszy.

— Cóż więc? — spytał Edward. — Jeśli chce pani, bym pomógł w romantycznej ucieczce z wybrankiem jej serca, z góry będę musiał odmówić. Nie popieram podobnych wybryków, które narażają cześć kobiety i przysparzają zmartwienia rodzinie, jak również...

— Może pan być spokojny, nie planuję ucieczki. Raczej pewnego rodzaju... transakcję.

Odetchnął z ulgą.

— Co chce pani sprzedać? — zaciekawił się.

— Sprzedać nie, wymienić — Ludwikę na siebie. Dobrze pan na tym wyjdzie, bo jeśli się pan ze mną ożeni, pokażę panu, gdzie mój ojciec trzyma złoto.

Edward najpierw oniemiał ze zdumienia, a później odrzekł chłodno:

— Jeśli ma pani zamiar okraść ojca, to proszę mnie w to nie mieszać.

— Ależ nie! Nie to miałam na myśli! Chcę tylko, żeby pan wiedział, że jesteśmy zamożniejsi niż można by to wnioskować z naszego, dość skromnego, trybu życia.

— Jak pani może występować z podobną propozycją?! Przecież Ludwika jest pani kuzynką!

— Ona pana nie kocha, a pan żeni się z nią tylko dla pieniędzy.

Edward wydawał się zakłopotany, że ktoś odkrył i głośno wypowiedział jego intencje.

— Ludwika jest niezwykle urodziwą, doskonale wychowaną młodą damą... — zaczął w obronie swego honoru.

— Nonsens! – przerwała mu Diana. — Pan wybaczy, ale wiem wszystko — sama mi o tym powiedziała.

— No dobrze... To ile jest tego złota?

— Nie wiem dokładnie, ale musi być tego dużo – ojciec odkłada od lat.

— Skąd mogę wiedzieć, że w ogóle jest jakieś złoto?

— Niech pan przyjdzie kiedyś, kiedy rodziców nie będzie w domu. Pokażę panu.

— A potem, kiedy coś zginie, stanę się głównym podejrzanym. Dziękuję, ale nie skorzystam z propozycji i udam, że nie było między nami tej rozmowy.

Diana posmutniała.

— Dlaczego żeni się pan tylko dla pozycji i pieniędzy? Czy pan nigdy nie był zakochany?

Pod wpływem jej słów na twarzy Edwarda odbiło się jakby bolesne wspomnienie.

— Owszem, byłem i dlatego uważam, że małżeństwo z miłości to najmniej opłacalny interes na świecie.

— A gdyby ona pana kochała?

— Och, kochała, kochała, mówiła, że kocha, a potem wyszła za mąż za człowieka, który miał dwa razy więcej rocznego dochodu niż ja. Jeśli kobietom wolno zawierać małżeństwa tylko z chęci zysku, dlaczego i mężczyźni nie mieliby postępować tak samo?

— A nie boi się pan, że zanudzi się przy Ludwice na śmierć? Nie czytała w życiu nic poza  niedorzecznymi  romansidłami, o świecie wie niemal tyle, co małe dziecko i nie obchodzi ją nic z tego, co pan mówi. Modne stroje, przyjęcia, prestiż — oto wszystko, co żywo ją zajmuje i do czego dąży.

Edward się roześmiał.

— Pani za wszelką cenę chce zrobić kuzynce na złość.

— Nie, ja tylko chcę wyjść za mąż. Zdaję sobie sprawę, że pozycja, majątek i koneksje mojej rodziny nie mogą się równać temu, co oferuje panu Ludwika, ale oboje lubimy czytać, lubimy wycieczki, jesteśmy wrażliwi na piękno i z całą odpowiedzialnością zapewniam pana, że jestem kobietą, która potrafiłaby pana zrozumieć i dać mu szczęście.

Edward, na którego ustach widniał uprzednio uśmiech rozbawienia, nagle spoważniał.

— Obawiam się, że nieświadomie wzbudziłem w pani uczucia, których nigdy nie będę mógł odwzajemnić. W moim życiu była tylko jedna kobieta... — znów na jego twarzy pojawiło się zamyślenie i ból.

— Nie musi mnie pan kochać, wystarczy, że się pan ze mną ożeni. Będę dla pana dobrą żoną. Jestem wykształcona i obyta w świecie (mój ojciec nigdy nie szczędził pieniędzy na książki czy podróże), umiem elegancko się ubrać i ładnie urządzić dom za niewielkie pieniądze i, nie uwierzy pan, ale potrafię także prowadzić buchalterię...

— Potrafi pani także gadać za dwóch. Nie czytała pani, że kobieta nie powinna wiele się odzywać, nawet jeśli ma wiele do powiedzenia? — spytał z kamienną twarzą, ale Diana spostrzegła w jego oczach błysk, który mówił zupełnie co innego.

— Gdyby istotnie przeszkadzało panu moje gadulstwo, nie korzystałby pan z mojego towarzystwa i sam nie zachęcałby mnie do rozmowy — odrzekła z nutą kokieterii. — Zresztą — dodała poważniej — potrafię także milczeć i słuchać.

— Panno Diano, nie mogę się zgodzić na pani propozycję, bardziej nawet ze względu na panią niż na mnie. Choć w Londynie – niech mi pani wybaczy — uznano by panią niechybnie za impertynentkę, wiem, że ma pani dobre serce i wiele innych zalet, których na próżno szukać u większości młodych dam, dlatego uważam, że powinna pani poślubić mężczyznę, który będzie panią kochał tak, jak pani na to zasługuje — powiedział ciepło.

— Nie zostało mi zbyt wiele czasu — odparła ze smutkiem — skończyłam już dwadzieścia siedem lat, jak pan może wie, i nie sądzę, by dane mi było jeszcze kiedykolwiek spotkać mężczyznę takiego, jak pan.

— Niechże pani przestanie! Kobieta nie powinna oświadczać się mężczyźnie.

— Wiem, proszę sobie nie wyobrażać, że ta rozmowa nic mnie nie kosztuje. Stokroć bardziej wolałabym, żeby to upokorzenie i niepewność były pana, nie moim, udziałem. Na szczęście wiem również, że mam do czynienia z dżentelmenem...

— Oczywiście, że nikomu nie powiem, ale panią też proszę o całkowitą dyskrecję. Niech pani nikomu, nawet najbliższym, nie wspomina o naszej rozmowie. Ja sam załatwię zerwanie zaręczyn z Ludwiką, a później oświadczę się pani tak, jak należy.

— Więc jednak się pan zgadza?! — wykrzyknęła Diana z radością i niedowierzaniem. — Dlaczego?

— Dlaczego? — zastanowił się. — Sam nie wiem. Może dlatego, że jest pani taka inna od tych londyńskich panien, które, czy cieszą się, czy nudzą, zawsze wyglądają tak samo, aż ma się czasem ochotę krzyknąć: „Niech diabli wezmą tę całą etykietę!”.

 

 

prawa autorskie zastrzeżone przez Dorotę Trąbkę

piątek, 03 maja 2013, krainaczytania

Polecane wpisy

  • Zaręczyny cz. XV, XVI i XVII

    XV Kilka dni później nadeszła długo oczekiwana korespondencja od Jima, ale jej ton nie był tak pogodny jak poprzednich. Pan Fawkes drżącym z przejęcia głosem o

  • Zaręczyny cz. XIII i XIV

    XIII „Droga Anno!— pisała Diana. —  Twój list, codziennie przeze mnie oczekiwany, sprawił mi niewymowną radość. W zamian przesyłam Ci

  • Zaręczyny cz. XII

    XII Zdrowy rozsądek nie pozwolił jednak Dianie zbyt długo cieszyć się z listu. Im więcej zastanawiała się nad sposobem, w jaki Edward i Henry mieliby poznać t

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
felicja79
2013/05/03 15:47:02
Takich oświadczyn u Jane Austen nie było :-). Myślałam, że Edward odwzajemnia uczucia Diany. Ciekawe, co będzie dalej. Czy będą szczęśliwi?
-
krainaczytania
2013/05/03 15:51:06
@Felicja
Ale to jest powieść w stylu Austen, a nie kopiowanie Mistrzyni ;-) I to mi się podoba. Jak czytałam ten fragment po raz pierwszy, to się uśmiałam :-)))
-
avo_lusion
2013/05/03 16:25:40
Wow, oświadczyny ze strony kobiety. To się nazywa mocna osobowość! Szkoda tylko, że musiała doznać takiego upokorzenia, bo jednak Edward nie był zbyt romantyczny czy też szarmancki. Trzymam kciuki, żeby im się udało...
-
felicja79
2013/05/03 19:33:40
Mi się podobało, że Edward początkowo odmówił, uzasadniając to tym, że Diana zasługuje na kogoś, kto będzie ją kochał. Jego ostateczna decyzja trochę mnie zdumiała. Dlatego czekam na kolejne części :-).



Dyskutują na blogu:

Agnieszka (krainaczytania)
Beata (felicja79)

Adriana Agnieszka (manuskrypt1)
Aurora
Danusia (avo_lusion)
Dorota Anna (zaczytania)
Dorota (polonisty)
Julka (wspolnabiblioteczka)
Kaye
Kasia
Lena
Maniaczytania
nusia00
zona.oburzona





Harmonogram dyskusji:


EMMA
25 marca 2012
dyskusja o „Emmie”
21 kwietnia 2012
dyskusja o ekranizacjach „Emmy”


ROZWAŻNA I ROMANTYCZNA
19 maja 2012
dyskusja o „Rozważnej i romantycznej”
23 czerwca 2012
dyskusja o filmie „Rozważna i romantyczna”


MANSFIELD PARK
21 lipca 2012
dyskusja o „Mansfield Park”
18 sierpnia 2012
dyskusja o ekranizacjach „Mansfield Park”


OPACTWO NORTHANGER
22 września 2012
dyskusja o „Opactwie Northanger”
20 października 2012
dyskusja o filmie „Opactwo Northanger”


DUMA I UPRZEDZENIE
17 listopada 2012
dyskusja o „Dumie i uprzedzeniu”
15 grudnia 2012
dyskusja o ekranizacjach „Dumy i uprzedzenia”


PERWAZJE
19 stycznia 2013
dyskusja o „Perswazjach”
16 lutego 2013
dyskusja o filmie „Perswazje”


SANDINTON
23 marca 2013
dyskusja o „Sanditon”


LADY SUSAN, WATSONOWIE
20 kwietnia 2013
dyskusja o „Lady Susan; Watsonowie”


ZAPRASZAMY SERDECZNIE!








Napisz do nas e-mail
Agnieszka
Beata





Szablon